Wczoraj poszczęściło mi się i dostałem wejściówki na Expendables, tak tak, właśnie tak :-) Tych samych “Niezniszczalnych” który wchodzą w piątek do kin.
I nie, niżej nie będzie “spoilerów” – nie chce nikomu psuć zabawy.
Odebranie wejściówki nie było łatwe – jako, że dostał ją mój brat (dzięki dzięki dzięki! ;-) ), który to czekał cierpliwie aż ja i mój serdeczny przyjaciel, który był pierwszy na liście osób z którymi bym się na ten film przeszedł, dojedziemy w 10 minut z Mokotowa na Plac Konstytucji, o godzinie 18:30 – czyli w pozostałościach ruchu “z pracy do domu”. Firek zabłysnął świetnymi driving skillz, oraz dwukrotnym wzrostem spalania w moim wozie ( pal grzyb, było warto ;-) ), a odebranie wejściówki wyglądało jak odebranie ‘towaru’ w stylu drug-lord’a. Hamowanie z piskiem wśród dymu z opon przy przystanku, odbiór wejściówki w ułamku sekundy, żółwik respectu za podarowanie owych i pisk opon oraz chmura dymu z palonych opon przy ruszaniu. Szczególnie, że seans był o 19:30, a w momencie odbioru była 19:25. Ale drastyczne sytuacje wymagają drastycznych akcji. Potem zamknięta Emilii Plater, objechanie Centralnego, znalezienie ciasnej miejscówki koło Złotych Tarasów, bieg przez remontowaną Plater do PeKiNu, bieg na drugie piętro Kinoteki, bieg w poszukiwaniu miejsca.. i.. klapnięcie na schodkach, bo już żadnego godnego uwagi miejsca siedzącego nie było – co tam zdrętwiały zadek, liczy się dobry widok na ekran ( i dobry dźwięk.. ale cóż.. ). Udało się nam zdążyć na scenę znaną z trailerów.. a potem było już tylko lepiej..
Tak, “A-Team” było mega. Ale ten film jest epicko przemegakoksańczy. I tak, słowotwórstwo kiełkuje przy takiej dawce testosteronu.
Mogę przysiąc, że kobiety po wyjściu z kina miały na twarzach, wyhodowane podczas seansu, pokaźnych rozmiarów wąsy. Co więcej, były z nich dumne!
A gdyby dźwięk w Kinotece nie przeskakiwał z kanału na kanał ( cóż – “jest za darmo, więc damy im jakąś dupną salę” I think ) to bass wpompowujący testosteron w ludzi sprawiłby, że wszyscy zostalibyśmy rozsadzeni w pył.
Serio.
Na szczęście siedziałem wysoko – gdybym siedział niżej pewnie bym się w owym testosteronie utopił.
Tak, wiem, nudny jestem. Ale trzeba przyznać – ten film jest właśnie taki jak ma być.
Chyba nikt nie spodziewa się skomplikowanych zwrotów akcji, wielkich emocji, poruszenia głębią opowiedzianej historii czy przemyśleniami, wdawania się w głębokie refleksji życie bohaterów czy też olbrzymiej wagi ich życiowych decyzji oraz późniejsze owych konsekwencje? Nie.
Raczej rządzić ma jatka, pościgi, nawalanie się po mordach ( bo nie twarzach ), piękne kobiety, epickie akcje, nadludzkie wyczyny i teksty zwalające na kolana. No, i tak zwane “true american hero style action” czyli “zabili go i uciekł” w wersji hardcore.
I to wszystko jest na miejscu w dawkach kosmicznych.
Co prawda nie ma “you can’t fly a tank fool!”, ale pyskówki głównych bohaterów są przyjemne dla ucha, śmieszą i widać po tych gościach, że gdy to kręcono, sami mieli z tego wielki ubaw ( a może sami wymyślali je na poczekaniu? ) . Tak jak oglądając kabaret można czasem zobaczyć, że samych kabareciarzy śmieszą ich własne dowcipy i uśmiechają się pod nosem w taki naturalny normalny fajny pozytywny sposób, tak i tu jest to samo, tylko, że w wykonaniu Arniego, Sly’a, Stathama, Jeta Li, Bruce’a Willisa i innych.. A jeżdżą po sobie długo i namiętnie.
Nie ma też pompatyczności z Shooter’a – gdzie amerykańska flaga powiewa gdzie się da, a gdyby mogła to i śnieg w górach padał by w kolorach red-white-and-blue – jest za to luz, blues, wybuchy i hektolitry krwi.
Można więc wyłączyć mózg, włączyć humor, przygotować się na absurd oraz pokaźne dawki śmiechu i uderzać do kin – bo warto.
Dopisz się do RSS 2.0.
Możesz skomentować, albo trackbackować z Twojej strony WWW.
SavagE | 18-sierpnia-10 at 4:00 po południu | Permalink
Hmm polowa ‘recenzji’ to opis dojazdu, cwierc opis warunkow i ilosci testosteronu, a reszta to ogólniki, ale przynajmniej wiec ze bedzie legendarnie. Polecam tez ogarnac apostrofy bo “Shooter’a” kole w oczy ostro.
Zenobius | 28-sierpnia-10 at 6:12 przed południem | Permalink
Dzięki Sav za uwagi ;-)
Ten film nie jest skomplikowany, więc w sumie nie ma o czym pisać więcej – oprócz tego, że tym, czego się ludzie powinni po nim spodziewać.