Odpoczynek. Wyprawa w Słowackie Bieszczady. Czyli: “Jak programista planuje podróż?”

09:56, 18 października 2010 roku

| Notka, Wyprawa

Urlop, urlop, urlop.. NOT!

Niestety w tym roku nie udało mi się zrealizować moich wyprawowych planów. Niektórzy myśleli, że jestem cham i prostak nie pożegnawszy się na okres mojego wyjazdu – a smutna prawda niestety jest taka, że nie pisałem przez natłok pracy i życia. Patrząc jak pogoda za oknem robi się coraz mniej przyjazna a szanse na bezpieczną samotną pieszą wycieczkę po górach znikają.

Wyprawa się nie udała, ale plan pozostał – do realizacji w przyszłym roku. Została też ciekawa historia o tym jak ów powstał. Czyli właśnie krótka historia o tym, jak programista planuje podróż.

Plan wyprawy jest prosty: pojechać w Bieszczady i przejść głównie ich słowacką częścią w tatry i zakończyć w Zakopanem. Po drodze zaliczyć weekend w gorących źródłach w celu chwilowego lenienia się i regeneracji sił.

W Bieszczady jeździłem kiedyś sporo, w Tatrach byłem kilka razy. Nigdy nie byłem w górach Słowacji. Zacząłem zatem przeczesywać Internet w poszukiwaniu mapy szlaków turystycznych, a idealnie jakiegoś narzędzia do wytyczania trasy. Niestety nie udało mi się czegoś takiego znaleźć. Zapisałem się więc na forum poświęcone Bieszczadom. Przywitałem się grzecznie i zadałem nurtujące mnie pytania: którędy najatrakcyjniej przejść i co zobaczyć gdzie można? Niestety okazało się, że mój pomysł jest raczej z tych mało popularnych. Dostałem garść porad, ale nikt nie szedł w ten sposób wcześniej, więc nie miałem z kim takiej trasy przygotować.

Udałem się do Traffica. Właściwie lepszym stwierdzeniem było by “wstąpiłem do Traffica przy okazji” – nie był to plan, raczej fakt, że przechodziłem obok, a lubię to miejsce. Znalazłem się szybko w dziale z przewodnikami i przez niecałą godzinę szukałem mapy i/lub przewodnika po górach Słowacji. W końcu, gdy oczy miały mi wyjść z orbit, a szyja bolała mnie od ciągłego przechylania głowy to w lewą to w prawą stronę…

Mała dygresja. Czy książki nigdy nie mogą być ustawione tak, żeby tytuły na ich grzbietach dało się czytać bez ciągłej zmiany pozycji głowy? Czy może jest to jakiś specjalny sposób na rozruszanie moli książkowych? I jeżeli prawidłowa jest ta druga opcja – to serio – wystarczy próba czytania książki w autobusie. Ustawiajcie książki tak, żeby były zgodne grzbietami!

.. znalazłem to, czego szukałem. “Góry Słowacji”. Przewodnik napisany przez Barbarę Zygmańską. Nie piszę “Panią Barbarę Zygmańską” gdyż.. gdy tylko napisałem o tym na forum bieszczadzkim, okazało się, że Barbara jest jednym z jego użytkowników. A jako, że niepisana ( a czasem też pisana ) zasada forów mówi, że z użytkownikami owych jest się per “Ty” to właśnie z tego korzystam. Zresztą, na szlaku wszyscy jesteśmy znajomymi, prawda?

Ale jeszcze zanim okazało się, że autorka jest na forum, udało mi się przewertować wszystkie potrzebne mi rozdziały przewodnika i zacząć planować trasę. Użyłem do tego Google Earth, Google Maps oraz cudownego spreadsheeta z wszelkimi cenami, przelicznikami walut, liczbą kilometrów, planem wydatków i innymi.

Na Google Earth nałożyłem trasy z przewodnika i z tego co udało mi się znaleźć w necie. Niestety gotowe już warstwy programu nie miały tras które by mnie interesowały. Musiałem więc robić to sam. Obliczyłem również dzięki temu odległości oraz znalazłem część noclegów i stron ośrodków wypoczynkowych. Warstwa zdjęć natomiast pomogła mi ocenić które miejsca warte są obejrzenia a które nie. Zaplanowałem nawet o której porze dnia najlepiej iść, żeby słońce ładnie oświetlało zbocza gór. Dzięki temu powstała mapa, lista punktów ważnych ( łącznie z koordynatami do GPSa, którego planowałem kupić, a którego znalazłem oczywiście na allegro, korzystając też z testów znalezionych w necie ), lista odległości do przebycia, a nawet wykresy mówiące o różnicach wysokości i nachyleniu terenu – dzięki czemu łatwo było mi oszacować ile czasu zajmie mi przejście danego odcinka.

Gdy autorka przewodnika znalazła mój wątek dorzuciła mi jeszcze masę zdjęć, wskazówek oraz interaktywną mapę tras górskich na Słowacji. Dzięki temu mogłem doprecyzować wszystko czego potrzebowałem w bardzo zgrabny sposób.

Lubię planować od A do Z ale nie lubię trzymać się tego planu sztywno. Lubię móc improwizować, dostosowywać się do bieżących wydarzeń. Dlatego lubię też mieć możliwość zorientowania się w wielu pobocznych wątkach, ciekawostkach i faktach dotyczących różnych rzeczy. Taka wiedza ogólna pozwala na bezpieczne improwizowanie – czyli stwierdzenie “ok, jest burza, nie dojdę na tamten szczyt, ale przenocuję w tej chatce – wiem, że tam jest, bo widziałem ją na fotkach użytkownika google earth”, lub stwierdzenie “ok, w październiku ta kwatera okazała się być nieczynna, ale wiem, że 8km stąd jest większa miejscowość, tam pewnie się coś znajdzie”, zamiast stwierdzać “ok, idę tam, bo nie wiem gdzie mam iść”.  Lubię też być przygotowany na wiele okazji. Dlatego kupiłem pneumatyczną syrenę alarmową (znaną dobrze z meczy piłkarskich ) i race spadochronowe – gdyby się coś stało, mógłbym z tego zrobić pożytek. Odświeżyłem też informacje o pierwszej pomocy i zaznajomiłem się, ponownie, z wszystkimi zasadami obowiązującymi na szlaku oraz w kontakcie z ratownikami.

Odruch szukania i planowania swoich wakacji używając Internetu nie wydaje się niczym dziwnym – wiele osób tak robi, bo jest to praktyczne. Gdybym zdał się tylko na wyniki wyszukiwania to nie miałbym za dużo informacji i pewnie przegapiłbym wiele ciekawych miejsc i możliwości. Dzięki temu, że użyłem Google Earth i Google Maps cała moja wyprawa osadzona jest w czasie i przestrzeni. A ja dokładnie wiem co jest w okół mnie. I jakie są opcje planu “B”, który mogę stworzyć na poczekaniu.

Dzięki temu, że napisałem na forum Bieszczadzkim wiedziałem, od najbardziej świadomych polaków w necie, co zobaczyć  i gdzie się przespać gdy już będę na Słowacji.

Gdybym planował tą podróż kilka lat temu. I to niedużo, dosłownie pięć czy sześć lat wstecz, musiałbym zdać się na mapy papierowe. Nie miałbym też możliwości zakupienia, za stosunkowo nieduże pieniądze, urządzenia w którym mógłbym zapamiętać najważniejsze lokacje i w łatwy sposób wyznaczyć sobie odległość od nich. Jasne, kompas, mapa i orientacja w terenie to umożliwiają, ale bezpieczniej użyć GPSa (szczególnie, że nigdy nie wiadomo w jakich okolicznościach ta wiedza będzie potrzebna). Z pewnością ominąłbym dużo ciekawych miejsc, gdyż informacje byłyby niepełne.

Dziś, używając komputera i kilku darmowych programów, można zdobyć tonę informacji pobocznych, pomoc doświadczonych osób, zaplanować swoją podróż w wielu szczegółach i dopuszczając wiele możliwości. To piękne jak technologia ułatwia nam życie. Nie mówiąc już o tym, że gotowe notatki i mapki musiałbym laminować, żeby móc korzystać z nich nawet w deszczu.

Trasę i relację z wyprawy, które miałem plan opublikować właśnie jakoś teraz, opublikuję gdy już ją przejdę i będę miał co relacjonować. Póki co zostanie to moją słodką tajemnicą.

A może i Wy macie jakieś ciekawe miejsca które trzeba zobaczyć na Słowacji, idąc z Łupkowa do Zakopanego, w ciągu dwóch tygodni? Piszcie o  tym w komentarzach.


Napisane przez Zenobius dnia poniedziałek, październik 18th, 2010, o 09:56:05. Tagi: , , , , , , , , , , , , , .
Dopisz się do RSS 2.0.
Możesz skomentować, albo trackbackować z Twojej strony WWW.

Komentarze

Comments ( 3 )

  1. Jaka szkoda, żeś się nie wybrał. Ale nic straconego. Może narty zamiast wędrówek?

  2. Powiem tyle… wow! To sie nazywa miec plan :D Powodzenia w jego realizacji! :)

  3. @Neko – z miłą chęcią, ale raczej deska i raczej w lutym :-)
    @magdalane – dziękować, nie ucieknie :-)

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *

*
*