Czemu PHP a nie ASP lub JSP?

11:36, 26 lipca 2009 roku

| Opinie, Praca

Ostatnio ktoś mnie zapytał “czemu akurat PHP?”.

Gdy stałem przed wyborem języka w którym będę tworzył strony/aplikacje internetowe zrobiłem rozeznanie w terenie.

ASP oznacza IIS Microsoftu. Cóż, mimo, że pracuje na Windowsie (tak, pracuje na Windowsie), to nie ufam temu systemowi jako systemowi na serwer. Poza tym Windows oznacza licencję, co oznacza wydawanie pieniędzy. Gdy ma się 16 lat wizja kupowania Windows Server jest przerażająca. Chociaż dziś, po 7 latach, nie zmienił bym zdania ;-)

No i kurde.. serwer który musi mieć odpaloną grafikę? Nieee.. to nie jest normalne.

JSP oznacza Javę. Java jest ciężka. Maszyna wirtualna to narzut. Java nie jest demonem prędkości. Jedyny plus Javy to przenośność. Ale ten sam plus ma PHP. Do pisania aplikacji internetowych JSP sie nie nadaje. Grono przeszło na Pythona, strona Plus GSM bardziej nie śmiga niż śmiga..

Stanęło więc na PHP. W końcu język ten został stworzony po to, żeby pisać aplikacje internetowe. Kod działa na każdym systemie na którym można zainstalować serwer WWW który go obsługuje (Apache, lighthttpd, you name it..). Kod jest szybki, język się rozwija. A ja lubie Open Source i wszystko co się z nim wiąże (tak, wiem, Zend trzyma łapę na PHP, ale to co się dzieje z PHPem jest wg mnie bardzo sensowne).

Koszty związane z PHPem to dobra książka która go nauczy i łącze do internetu :-)


Napisane przez Zenobius | View Comments | Permalink

“The day that the Earth stood still” (“Dzień w którym zatrzymała się Ziemia”), remake.

05:33, 18 stycznia 2009 roku

| Notka, Opinie, SciFi 50-70

Niedawno w Polsce weszła do kin nowa wersja filmu “The Day that the Earth stood still”, którego pierwowzór powstał w 1951 roku.

Jeżeli ktoś z Was chce iść na to do kina, lepiej wydać pieniądze na DVD ze starą wersją ;-)

Czemu?

Jakiś czas temu pisałem o tym filmie w notce o filmach SciFi z lat 50-70 ubiegłego wieku. W oryginale w USA, w Waszyngtonie ląduje UFO, z którego to wychodzi obca forma życia w ciele człowieka i zostaje postrzelona przez nerwowego żołnierza. Po krótkim pobycie w szpitalu, w którym to bardzo szybko dochodzi do zdrowia, uprzedza wysłanników rządu USA, że chce porozmawiać z liderem Ziemi. Film dzieje się niedługo po końcu II Wojny Światowej, trwa Zimna Wojna, więc nie ma zbytnio możliwości porozmawiać na raz z prezydentami USA i Rosji, a co dopiero wszystkich państw na raz.

W późniejszej części filmu Klaatu (bo tak nazywa się kosmita) ma okazję zjeść kilka śniadań ze współlokatorami – przedstawicielami kilku różnych klas społecznych i stereotypowych ludzi żyjących w tamtych czasach w Ameryce. Rozmawiają oni o obecnej sytuacji, czemu kosmita wylądował, czego chce i co będzie później. Nie wiedzą, że właśnie spożywają posiłek z głównym bohaterem tego zamieszania. Ich poglądy i dyskusje w bardzo fajny sposób pokazują podejście ludzi do takiej (dość abstrakcyjnej) sytuacji.

Autorzy poprzedniej wersji starali się przedstawić nam swoje przemyślenia o tym jaki jest wszechświat, co by było gdyby kosmici istnieli i gdyby do nas przylecieli. Jaki wpływ na Ziemię mają ludzie i co z nami będzie za kilkadziesiąt lat. Skupili się na tych zagadnieniach, niczym więcej. Ubrali to w typową jak na tamte czasy fabułę (żeby się dobrze oglądało) i wypuścili “do publiki”. Film jest ciekawy, zmusza do myślenia i fajnie się go ogląda ( mimo ;-) braku efektów specjalnych ).

Nowa wersja jest pełna efektów specjalnych. Wiele wątków fabularnych zostało dotkniętych, ale żaden nie został skończony ( to chyba domena większości filmów które powstają w ostatnich latach w USA – “Project: Monster” chociażby). Sam film też się właściwie nie kończy.

Z jednego UGO zrobiono setkę maszyn na całej kuli ziemskiej. Jeden kosmita stał się dwoma kosmitami. Rozmowy z wieloma ludźmi o tym jacy są ziemianie została przerobiona (też dość typowo) na rozmowę z “mądrym dzieciakiem”. Ratowanie reputacji ziemian zostało spłycone do kilku “niby wartościowych” scen o naszych wspaniałych uczuciach – które zostały nakręcone dość nieudolnie, wiec ja, jako użytkownik filmu w ogóle tego nie poczułem. Do tego kilka stereotypowych scen o tym jacy ludzie są źli.

Gratulacje należą się Johnowi Cleesowi (tak, temu z Monty Pythona) za odegranie poważnej (sic!) roli profesora który stara się przekonać Klaatu do oszczędzenia Ziemi i naprawdę robi to z klasą. Chociaż dowcip który w tej scenie występuje również jest nieudolny.

Podsumowując film jest zlepkiem scen które mają nas skłonić do zastanowienia się nad tym jacy jesteśmy dla naszej planety (a przynajmniej wydaje mi się, że tak ma być) ale głownie są tu efekty specjalne, naciągana fabuła która tak naprawdę nie porusza w żaden sposób oraz efekty specjalne. Historia została przerobiona i, według mnie, straciła na tym bardzo. Postacie wydają się sztuczne i naciągane, nie są przekonujące. Akcje które podejmują nie trzymają się “kupy”. Jest strasznie dużo skrótów, brak pokazania podstaw do podjęcia jakiejś decyzji – czyli chociażby tego czemu ktoś zmienił zdanie. No i te efekty specjalne tak naprawdę nie zachwycają. To wszystko składa się na, według mnie, marny film. A szkoda, bo miał on duży potencjał.

Tak jak już pisałem – polecam oryginał, jest lepszy.


Napisane przez Zenobius | View Comments | Permalink

Moja Interpretacja filmów z notki o Świętach

15:57, 07 stycznia 2009 roku

| Notka, Opinie

Tak jak obiecałem piszę o filmikach z notki świątecznej. Ale najpierw..

Wszystkiego dobrego w nowym roku ;-)

Święta to komercha. Kiedyś (w Polsce nie tak dawno – PRL blokował komerche ;-), a na świecie dawniej ) magia Świąt polegała na tym, że siadało się z rodziną przy stole, spędzało z nią czas. Dzieci myślały o prezentach, a jakże, ale nie to było najważniejsze. Święta miały swoją magie, szanowaliśmy je. Okres beztroski, podsumowania roku (co jest bez sensu, ale nieważne). Generalnie czas pozytywny i refleksyjny :-)

Aktualnie sytuacja ma się trochę inaczej.

Świętych Mikołajów są setki, na każdym kroku – każdy chce nam coś wcisnąć. A spowszechnieli nam już na tyle, że zupełnie ich nie zauważamy i w pewnym sensie “olewamy”. Nie czekamy na tego jednego jedynego grubaśnego staruszka w czerwonym wdzianku który położy nam prezenty pod choinką gdy zaświeci pierwsza gwiazdka.

Świąt się nie szanuje, w święta się kupuje – im więcej, tym lepiej – dla producentów i dystrybutorów. A wszystko napędza marketing.

Przy takim zapotrzebowaniu na Mikołajów trzeba łapać ich więcej (zauważcie numer na wdzianku pierwszego Mikołaja – 1409). Przesyła się ich potem jako.. produkty (sic!) do różnych firm, żeby wciskali nam jakieś niepotrzebne nam przedmioty czy usługi. Teraz wiecie czemu jest tylu mikołajów na ulicach i skąd się biorą. Widzicie też ile przecierpieć musi Święty i ile czasu trzeba w to włożyć żeby stał się on przystosowany do ludzkich wymogów.

Przez brak szacunku (palenie, picie, przeklinanie przy nim – lekceważenie ogólnie przyjętych zasad dobrego postępowania), czuły na takie rzeczy, Mikołaj ponownie dziczeje i.. musi zginąć. Czyli nasz brak szacunku dla Świąt zabija je (ich atmosferę). A pokazane jest to w odpowiednio wstrząsający sposób. I przez to populacja Mikołajów może wyginąć!

A gdy nie będzie Świętych to i świąt nie będzie..

A co Wy o tym myślicie?


Napisane przez Zenobius | View Comments | Permalink

Ho ho ho merry Xmass

11:29, 24 grudnia 2008 roku

| Opinie

Nie jestem zbytnio Świątecznym człowiekiem. Nie lubię przepełniającej wszystko komerchy, przymusu kupowania prezentów, sztucznie tworzonej i nakręcanej atmosfery. Wyznaje zasadę, że każdy dzień jest ważny, każdego dnia można zrobić coś dobrego dla drugiego człowieka i nie trzeba wyrażać tego przez jakieś przedmioty.

Pewna grupa Fińskich twórców reklam i krótkich filmów zrobiła parę lat temu, wielokrotnie nagradzany film.. który jest dość kontrowersyjny, ale pokazuje wszystko to, co jest nie tak ze świętami w dzisiejszych czasach. Jak ludzie traktują święta, co dla nich znaczą, jak bezczeszczą tradycję – niekoniecznie chrześcijańską, również społeczną.

Nie jest słodki, nie jest miły – jest brutalny i mocny. Jest też po angielsku. Poniżej wklejam obie jego części. Moją interpretacje tych filmów napiszę za kilka dni. Kiedy już zdążycie to sobie samemu obejrzeć i przemyśleć.

A wszystkim tym którzy cenią takie wartości jak spokój, rozsądek, rodzina, przyjaźń, wspólny czas.. i nie biegają jak koty z pęcherzem po wyprzedażach, promocjach, szukając czegoś bez czego na pewno nie da się przeżyć świat.. życzę spokoju ducha, odpoczynku od zgiełku, szczęśliwej rodziny i powodzenia w takim życiu jakie sobie wybraliście!

(poniższe filmy nie są dla osób o słabych nerwach i małym dystansie do świata)

Rare Exports Inc. Finland

(link do wersji z polskimi napisami – nie gwarantuje, że są dobre – ok, są do dupy w sumie, ale lepsze to niż nic)

Rare Exports Inc. Finland – Official Safety Instructions

(link do wersji z polskimi napisami – nie gwarantuje, że są dobre – ok, są do dupy w sumie, ale lepsze to niż nic)

Uczcie się angielskiego!


Napisane przez Zenobius | View Comments | Permalink

Internet nielegalny? Przy okazji nowelizacji Kodeksu Karnego

01:19, 21 grudnia 2008 roku

| Notka, Opinie

Są w Polskim prawie takie przepisy jak brak możliwości prowadzenia samochodu osobowego kierowcom z kategorią “D” (autobus), przymusem rejestracji w sądzie stron internetowych aktualizowanych częściej niż raz na miesiąc (jako jakaś forma gazety) lub przymusie posiadania (wyrabianego co rok) zaświadczenia o nie wykonywaniu usług transportowych przez osoby prowadzące firmy i posiadające samochody ciężarowe (tak! w Polsce trzeba wyrabiać sobie zaświadczenie o tym, że _nie_ prowadzi się tej działalności – dobrze przeczytaliście i trzeba dodać, że takie zaświadczenie to około 120-540zł).

Właśnie dostałem linka od mojego qmpla Uapy do artykułu na blogu Vagla dotyczącego nowelizacji Kodeksu Karnego. Nowelizacja weszła w życie 18 grudnia tego roku i dotyczyła zagadnień “hackingu” oraz “pornografii”. Ale znów przypomniał o sobie inny przepis zawarty w jednym z nowelizowanych artykułów i myślę, że może on spokojnie stanąć obok tych wymienionych powyżej.

A o czym mowa? O takim oto sformułowaniu

1. Kto wytwarza, pozyskuje, zbywa lub udostępnia innym osobom urządzenia lub programy komputerowe przystosowane do popełnienia przestępstwa określonego w art. 165 § 1 pkt 4, art. 267 § 3, art. 268a § 1 albo § 2 w związku z § 1, art. 269 § 2 albo art. 269a, a także hasła komputerowe, kody dostępu lub inne dane umożliwiające dostęp do informacji przechowywanych w systemie komputerowym lub sieci teleinformatycznej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Czemu to zdanie jest złe? Otóż wyobraźcie sobie, że każdy link który jest w internecie, każdy podlinkowany kawałek tekstu, to są dane umożliwiające dostęp do informacji przechowywanych w systemie komputerowym lub sieci teleinformatycznej. Klikając w linka uzyskujecie dostęp do strony internetowej (która jest plikiem na serwerze będącym systemem komputerowym w sieci teleinformatycznej). Tworząc tą notkę tworze nowego linka za który będą mi grozić 3 lata odsiadki, ale zaryzykuje ;-) Każdy polityk posiadający stronę internetową (wliczając w to prezydenta) łamie prawo. Każda firma posiadająca stronę internetową łamie prawo.

Śmiać mi się chce, gdy dowiaduje się o takich rzeczach. Zaraz potem dochodzi do tego zażenowanie. Czemu w tworzeniu prawa nie biorą udziału ludzie którzy znają się na rzeczy i którzy maja na tyle otwarte umysły, żeby móc odnieść to co tworzą do rzeczywistego świata i rzeczywistych sytuacji? Kłania się umiejętność czytania ze zrozumieniem.

Dochodzi do tego kolejne pytanie: czemu przy tej nowelizacji nie usunięto tego, wielokrotnie krytykowanego, sformułowania?

A co powiecie na pospolite ruszenie praworządnych obywateli i powiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez wszystkich polityków?

Update:

Dzięki Tirpitzowi mam tutaj opinię karnistki:

Przepis art. 269b kk obowiązuje od 2004r. Obecna zmiana tego przepisu jest wynikiem zmiany przepisu art. 267 k.k. i tyle.Przepis zawsze budził kontrowersje ale przepis ten dotyczy tylko takich urządzeń lub programów, które celowo zostały przystosowane do popełnienia przestępstw w nim wymienionych, a przyjmuje się że karalne są zachowania podejmowane przez osoby nieuprawnione.Przepis pozwala np ścigać operatorów witryn internetowych udostępniających narzędzia programistyczne służące do powodowania obciążeń systemów komputerowych, osób umieszczających odnośniki (linki) do zasobów zawierających takie oprogramowanie oraz osób tworzących i rozpowszechniających wirusy komputerowe.
Po obecnej nowelizacji tak naprawdę nic szczególnego nie zmienia się, a tytuł artykułu ma charakter histeryczny.

Dodam jeszcze tylko od siebie że ten “pakiet” przepisó wszedł w życie na potrzeby UE.

Problem jest według mnie w tym, że w przepisie nie jest napisane, że odnosi się tylko do takich urządzeń, programów lub do osób nieuprawnionych. To jest “tylko” interpretacja osoby która ma zdroworozsądkowe podejście do sprawy. I dobrze, że tacy ludzie są i pewnie stanowią większość sędziów.

Pytanie, czy jeżeli ktoś miał by ochotę wnieść sprawę taką do sądu, to czy miała by ona w ogóle rację bytu?
No i czemu nikt nie czuje potrzeby zmiany tego przepisu, skoro jest niejednoznaczny?


Napisane przez Zenobius | View Comments | Permalink

Fallout 3 – recenzja

08:13, 18 grudnia 2008 roku

| Gry, Notka, Opinie

Grałem w Fallouta 3 od jakiegoś czasu. A właściwie “pogrywałem” (praca ważniejsza niż granie ;-) ). Na grę wszyscy czekaliśmy 10 lat. W przeciągu tego czasu rosły oczekiwania. Czy Fallout 3 od Bethesdy spełnił moje? Przeczytaj poniżej.

Niedawno skończyłem grać w w Fallouta 3. Pisząc “skończyłem grać” mam na myśli “zakończyłem podstawowy wątek fabuły”. Do obejrzenia zostało mi jakieś 70% lokacji – to nie jest dobre, a dalej jest jeszcze gorzej.. Zdążyłem już ochłonąć i przemyśleć to co widziałem i wyrobić sobie o tym wszystkim konkretne zdanie.

Moja opinia w jednym zdaniu brzmi:

“Chyba mieli za mało czasu.”

Dlaczego?

Podstawowy wątek fabuły jest świetnie dopracowany. Podobnie lokacje w których trzeba być. Lokacje w których nie trzeba być potrafią bardzo pozytywnie zaskoczyć, ale potrafią też być miejscem.. mordowni – i człowiek chodzi i szuka.. a tu się okazuje, że tylko i wyłącznie miał trochę amunicji “zmarnować”. To boli. Bo naprawdę widać olbrzymie pokłady niewykorzystanego potencjału. A mogło być milion razy lepiej niż jest. Jest “zaledwie” całkiem nieźle.

Męczy natomiast to, że kilka ładnych godzin przed końcem głównej lini fabularnej i nie zwiedzeniu 70% lokacji gry osiąga się maksymalny poziom doświadczenia (20). Nie jest to za fajne, bo zostało tyle perków do wypróbowania.. tyle lokacji do odkrycia, tyle expa do zdobycia. I owszem, zdobywa się je dalej.. ale cholernie wolno i nie do końca wiem czy kolejny poziom expa daje możliwość wybory perka bo nie udało mi się jeszcze nabić kolejnego levela.

Po przejściu gry – nie można grać dalej, więc lepiej zwiedźcie wszystko zawczasu! Koniec gry również jest jakiś.. niedorobiony – jakby gościom z Bethesdy skończyły się pomysły. Nie jest tak ekscytujący czy porywający jak niektóre sytuacje wcześniej.

Wymiar konsolowy gry jest dobijający – częste blokady przejścia tam, gdzie nic nie blokuje nam drogi. Niedorobione skakanie i brak możliwości wspinania się. Zawsze gdy postać stoi przy murze nie można podskoczyć – trzeba się trochę odsunąć, a wtedy często tracimy podporę i spadamy. Małą pierdołką jest to, że jak spojrzymy w dol, to nie widać naszych nóg – bardzo brakuje mi tego w grach. Ale to już czepialstwo.

W wielu questach czy miejscach dostajemy po oczach napisem: “You cannot use this yet” albo “You cannot use this now”. W jednej tylko lokacji – wirtualnej rzeczywistości – jest “System prevents you from using this now” – co jest zrozumiałe. Ale czemu, do jasnej ciasnej, dają nam po oczach napisem “You cannot use this yet”? – przecież to absurd. Zwykłe lakoniczne “You don’t know how to use this” byłoby lepsze. Szczególnie, że takie zdania odnoszą się do całkiem normalnych przedmiotów, w normalnych sytuacjach. Jak to nie umiem użyć.. przycisku? I czemu jest tutaj “yet”. Żeby gra była debiloodporna? Wzdech.

Opisy questów są mało dokładne – oczywiście tych pobocznych – główne opisane są nieźle. Samych questów pobocznych jest bardzo mało. Duża część postaci które się zabija ma imiona, ale i tak od razu atakują. Pewnie da się z nimi porozmawiać jak się ma niską karmę. Ale nie sądzę żeby było to więcej niż “co mogę u Ciebie kupić?”. Jeżeli chodzi o questy to Fallout 3 leży. Tylko główna linia fabularna i niektóre questy podrodze w lokacjach głównej linii fabuły są ciekawe ponad niski standard ale i tak większość z nich jest niedopracowana.

Jedna rzecz zasługuje na uznanie – włączenie czasu jako składnika decydującego o tym, że ludzie coś wiedzą o queście. Jeżeli ukończy się jakiś to musi minąć trochę czasu aż Three Dog zacznie mówić o tym w radiu i osoby zainteresowane questem będą o tym wiedziały. To jest bardzo bardzo fajne i Bethesda ma za to u mnie dużego plusa.

Grafika

Odkąd na moim sprzęcie mogę grać przy maksymalnych detalach to zacząłem doceniać grafikę. Jak dla mnie jest bardzo fajnie dopracowana, jest dużo szczegółów, dużo przedmiotów. Modele są ciekawe, efekty światła, noc dzień chmurki postacie. Z paczka tekstu high endowych jest jeszcze ładniej.

No dobra, ja nie umiem pisać o grafice – dla mnie liczy się grywalność i miodność ;-)

Podsumowanie

Podsumowując jest nieźle jeżeli tylko chce się poznać fabułe i przejść grę. Jest gorzej gdy liczymy na fajne subquesty. Jest jeszcze gorzej jeżeli liczymy na granie bez zużywania zbyt dużych pokładów amunicji – w 95% questow trzeba kogoś rozwalić bezpośrednio. Poza tym – bez strzelania trudno zdobyć doświadczenie.

Liczyłbym na rozwój gry w patchach – ale to raczej niemożliwe. Mam nadzieje, że ukaże się jakiś dodatek rozwijający fabułę w podstawowej grze.

Jestem zawiedziony ale rozumiem czemu jest tak jak jest, dlatego daje Falloutowi 8,5/10 w rankingu Zenobiusa :-)


Napisane przez Zenobius | View Comments | Permalink

Sci-Fi z lat 50-70 ubiegłego wieku

20:08, 04 grudnia 2008 roku

| Notka, Opinie, SciFi 50-70

W ostatni weekend na TCM odbywał się “Weekend z SciF”. I jak to na TCM – leciały filmy z lat 50-70. Te lata były bardzo ciekawe pod względem tego rodzaju filmów. Była to epoka kiedy “cybernetyka” (słowo informatyka w Polsce zostało zaproponowane w 1968 rok, wcześniej używano terminu “cybernetyka“) dopiero zaczynała się rozwijać (pierwszy komputer klasy PC “dla ludzi” powstał w roku 1981 i był to IBM-PC oraz Apple Macintosh w 1984. Sam miałem, od 1986 roku komputer IBM PC AT, z 12MHz z Turbo, 8MHz bez, 648kb RAMu i 20Mb dysk), natomiast było wiadomo już dokąd będzie zmierzać.

Ludzie zastanawiali się wtedy, zafascynowani tą technologią, co będzie gdy stworzymy inteligentne komputery. Co zrobią nam roboty, androidy, cyborgi? Nie tylko fizycznie, ale i psychicznie czy moralnie. W końcu, czy będzie można zrobić niewolników z istot zakutych w stalowy pancerz? Czy istota stworzona przez nas inaczej niż przez.. no.. naturalny sposób ;-) jest gorsza od człowieka? Co zrobić z myślącą maszyną? I co ważniejsze.. co ona może zrobić z nami? Nad tym samym zastanawiamy się dziś, ale jednak, wtedy była to zupełna fantastyka. Technologia nie była znana, więc w głowach ludzi (w tym, na nasze szczęście scenarzystów i reżyserów) powstawały pomysły nie z tej ziemi.

A propos “nie z tej ziemi” drugą rzeczą inspirującą ludzi był “wyścig zbrojeń” kosmicznych – kto pierwszy poleci w kosmos, kto wyląduje na księżycu itd. (pierwszy człowiek w kosmosie, Jurij Gagarin znalazł się tam 12 kwietnia 1961 roku).

Ludzie bali się wszechświata, bali się obcych cywilizacji które mogą go zamieszkiwać. Skoro jest tyle planet to czy tylko na naszej rozwinęło się inteligentne życie?

Wszystko to było motorem do tworzenia filmów SciFi. Większość z nich jest dość naiwna (dla nas, dzisiaj), ale przekazuje dużo wiedzy o tym, co myśleli ludzie w tamtych czasach. Do tego, zazwyczaj, fabuła jest zaskakująca, a roztrząsane problemy moralne są ciekawe i trudne. Są abstrakcyjne, ale trzeba się kiedyś nad nimi zastanowić.

Nie chce tu pisać o klasycznych filmach które wszyscy znają. Oczywiście nie ujmuje tu nic filmom takim jak “Odyseja Kosmiczna 2001″ czy “Łowca Androidów”, bo są to naprawdę genialne dzieła. Ale wole popisać o filmach takich jak…

OSTRZEGAM ŻE PONIŻEJ ZNAJDUJĄ SIĘ OPISY CZĘŚCI FABUŁY!

“The day that earth stood still” (1951)

Niedługo trafi do kin nowa wersja tego filmu (kolejna przeróbka, po “I am legend” które jest remakiem filmu “Omega Men”) . W oryginale opowiada on o kosmicie (Klaatu) i robocie (Gort) który mu towarzyszy. Przylecieli oni na Ziemię w środku Zimnej Wojny i oczywiście wylądowali w USA. Klaatu chce się spotkać z przywódcą Ziemi, ale okazuje się, że ludzie są podzieleni na państwa i są ze sobą skłóceni (zimna wojna). Na dodatek, podczas wychodzenia ze swojego statku, Klaatu zostaje postrzelony przez żołnierza. Na szczęście jego ciało jest ludzkie a rana nie jest poważna – więc trafia on do szpitala.. z którego ucieka, by poznać życie na ziemi.

Mamy więc obcą rasę, mamy robota. Jest groźba anihilacji ziemi, gdyż Gort należy do rasy super robotów, stworzonych przez obce cywilizacje, które mają strzec pokoju w całym wszechświecie – niszcząc wszystko co temu zagraża. Robot nic nie mówi, jest humanoidalny, cały srebrny i oczywiście niezniszczalny. Stoi i pilnuje statku którym przyleciał razem z Klaatu. Kosmita natomiast przez pewien czas mieszka z kilkorgiem ludzi w wynajętym pokoju w kamienicy, gdzie rozmawia z nimi przy wspólnym śniadaniu. Dzięki tej prostej zagrywce fabularnej możemy poznać zdanie kilkorga kluczowych w tamtych czasach stereotypowych amerykanów. Wywiązują się rozmowy o kosmicie, statku kosmicznym i robocie. Omawiany jest możliwy cel ich wizyty, to co mogą nam zrobić i co my mamy zrobić w obliczu takiej sytuacji. W tym miejscu pokazane jest czego wtedy bali się ludzie.

Film polecam, bo jest świetnym polączeniem doskonałej gry aktorska i dopracowanej fabuły. Może pod koniec wydać się dość naiwny, ale to naprawdę kawał świetnego filmu :-)

“Soylent Green” (1973)

Film futurystyczny. Opowiada o dalekiej (jak na tamte czasu, bo o roku 2022) przyszłości, w której ludzie wyczerpią już ziemskie dobra i zasoby naturalne. Tytułowa “Zielona Pożywka” to jeden z dostępnych syntetycznych produktów “jedzenio-podobnych” sprzedawanych ludziom przez korporacje Soylent Co. Dostępne są jeszcze Soylent Yellow i Soylent Red – reklamowane w filmie jako “wysoko energetyczne koncentraty warzywne”. “Green” to wysoko energetyczny plankton. Niestety nawet takiej papki na wyniszczonej ziemi jest za mało, dlatego jest porcjowany i nie zawsze dostępny, a jego brak prowadzi do zamieszek. Nie trzeba chyba wspominać o tym, że prawdziwe mięso, warzywa czy owoce to towar z najwyższej półki na który mało kto może sobie pozwolić.

Główny bohater, Robert Thorn (w tamtych czasach bohaterowie też musieli mieć “potężne” nazwiska ;-) ), jest detektywem w Nowojorskiej Policji. Mieszka w zdezelowanym, starym mieszkaniu razem ze swoim partnerem Solem – który pamięta jeszcze czasy, w których jedzenie było normalnie dostępne a ziemia była zielona (na takich ludzi mówi się tam “ksiązki”). Jest on emerytowanym profesorem i pomaga Thornowi w jego śledztwach poprzez szukanie informacji w różnych nagraniach czy gazetach (podczas kręcenia filmu, aktor który grał Sola – Edward G. Robinson – był już tak głuchy, że słyszał jedynie kiedy mówiło się prosto w jego ucho. Dlatego w niektórych scenach musiał kontrolować czas – kiedy zacząć mówić. Nie słyszał też kiedy reżyser mówił “cięcie” i często grał dalej. Zmarł on 9 dni po zakończeniu zdjęć do filmu).

W filmie Thorn przydzielony jest do sprawy morderstwa bogatego człowieka, który mieszka ze swoim “meblem” – jak nazywane są tam prostytutki (bo są częścią mieszkania, a klient może je wymienić tak jak kupuje się nowe krzesło) w apartamentowcu i dysponuje alkoholem, mydłem, jedzeniem i książkami (jednym słowem – bogacz). Thorn oczywiście zabiera ze sobą ile może i wraca do własnej ciasnej klitki. Nie wie o tym, że jedna z książek którą dał Solowi to raport z Soylent Corporation, a zamordowany człowiek zasiadał w jej radzie nadzorczej.

Czemu zginał? Tego trzeba dowiedzieć się samemu.

Co do filmu, to religia zostaje “przetworzona” i pozwala na popełnienie samobójstwa (zwanego jako “going home” – powrót do domu). Zamiast duchownego rozmawia się z automatem. Wielkie korporacje rządzą światem. Pokazany jest dramat przeludnienia i co może się stać gdy zabraknie jedzenia. Jak ludzie mogą zniszczyć ziemie. W dwóch scenach bohaterowie płaczą, gdy widzą kawałek normalnego prawdziwego mięsa lub świat taki, jakim był przed ludźmi. A cała fabuła okazuje się wielkim problemem moralnym i pogwałceniem podstawowych ludzkich zasad. A wszystko kręci się w okół tytułowej.. zielonej pożywki.

“Forbidden Planet” (1956)

Przyszłość, odległa planeta. Statek kosmiczny zostaje wysłany by zbadać powód przerwania komunikacji z planetą skolonizowaną przez naukowców. Okazuje się, że przy życiu pozostało tylko dwoje ludzi Dr. Morbius i jego córka Altaira, robot Robby oraz dziwne energetyczne stwory.

Film ten pokazuje strach przed obcymi cywilizacjami, oraz jaki wpływ na nas może mieć za dużo władzy. Pokazuje też strach przez rozwiniętymi cywilizacjami. Co sprawiło, że w ciągu jednej tylko nocy, cała rasa super inteligentnych istot po prostu zniknęła z powierzchni planety?

Do tego gra tam Leslie Nielsen – gdy jeszcze grał poważne role (chociaż sam film jest miejscami zabawny). No i Robot Robby jest klasykiem wśród robotów. Prawdziwe dzieło z lat 50, RoboBrain w Fallout 3 jest zbudowany na jego podstawie (chociaż wg mnie wersja Falloutowska ma o wiele mniej wdzięku ;-) )

To były 3 filmy które zapadły mi w pamięć z tej serii, ale jest ich o wiele więcej. Gdy najdzie mnie filmowy humor, to opisze jeszcze kilka.

Filmy te naprawdę warto zobaczyć. Nie są spłycone przez efekty specjalne, aktorzy naprawdę trudzą się żeby odegrać swoje role jak najlepiej, nie ma komputerów które mogą im “pomóc” (przesuwając środek cięzkości przekazu z gry aktorskiej i fabuły na.. efekty specjalne – ale o tym w innej notce). Co do samych efektów specjalnych to są zadziwiająco dobre – a jednocześnie nie przytłaczające. Są po to, żeby pokazać fabułe, a nie po to, żeby pokazać kto ma większy program do robienia grafiki. No i właśnie sama fabuła (dopracowana i często bez znanych nam dzisiaj z filmów “wygodnych zbiegów okoliczności”) i roztrząsane w tych filmach problemy są jak najbardziej na czasie. Polecam!

Filmy można znaleźć na DVD w bardzo niskich cenach :-)


Napisane przez Zenobius | View Comments | Permalink

Profesjonalizm w pracy, a strony WWW

15:43, 06 listopada 2008 roku

| Notka, Opinie, Praca

Internet przesiąknięty jest “stronami internetowymi” tworzonymi przez ludzi, którzy nie mają o tym zielonego pojęcia. Od razu napiszę tu, że ja nie twierdze, że robię strony idealnie, ale myślę, że mój XHTML i CSS są całkiem niezłe. Co najgorsze, są to często studenci 4-5 roku, których tak nauczyli wykładowcy. Od razu napiszę, że nie generalizuje studentów. Raczej pije do wykładowców i tych ludzi którzy nie chcą sami zainteresować się tematem o którym się uczą. Ale to temat na osobny wpis.

Klienci nie wiedzą czego oczekiwać

Klient otwiera swoją nową stronę w swojej przeglądarce i jak widzą, że wygląda dobrze, to są szczęśliwi. Spora część z nich na szczęście wie, że istnieje wiele przeglądarek. Cześć z nich nawet testuje na nich strony. Ale większa część wierzy na słowo “specjaliście”. Kolejna porcja klientów chce pozycjonować swoją stronę. Ale ta sztuka jest dla przeważającej większości nich czarną magią. Nie wiedzą na przykład o tym, że strona musi być odpowiednio zbudowana (odpowiednio skonstruowany XHTML), żeby Google potrafiło prawidłowo zindexować (przeczytać) ich stronę i wiedzieć która treść strony co oznacza. Co jest nagłówkiem, co jest paragrafem, co jest listą a co menu.

Tak, w powyższym akapicie “pije” do stron na tabelkach. Język HTML powstał po to, żeby móc opisać treść dokumentu. Dzięki znacznikom (tagom) mamy dodatkowe dane o danych (metadane). Znacznik <table> służy do przedstawiania danych tabelarycznych, takich jak  skoroszyt w Excelu, jest to po prostu.. tabela. Czy strona WWW jest tabelą? Nie, nie jest. Strona WWW jest zbiorem części, segmentów. A do tworzenia segmentów służy znacznik <div>.

Język HTML nie służy do tworzenia wyglądu strony. Strona WWW powinna być napisana tak, że po wyłączeniu szablonu stylu (CSS) będzie wyglądała prawidłowo i czytelnie. Właśnie w pliku CSS (Cascade Style-Sheet) definiujemy grafikę która nie jest częścią treści strony, tylko definicją jej wyglądu. Więc wszystkie tła, kolory, krój czcionki itd. znajdują się w pliku CSS.

Często w menu strony jest jakiś znaczek oddzielający poszczególne “linki” (kotwice, od znacznika <a> który znaczy anchor), takim popularnym znakiem jest |. Ale czy taki znaczek stanowi treść strony? Wnosi jakiś przekaz, treść, wiadomości? Nie. Dlatego powinien być zdefiniowany w pliku CSS. Dla znaku | jest to proste, wystarczy ustawić odpowiednio znacznik height i border.

Co do samego menu to są dwie techniki, albo po prostu piszemy “linki” po kolei w postaci: <a href=”" title=”"></a> <a href=”" title=”"></a> itd. albo tworzymy listę linków korzystając ze znacznika <ul> czyli “unsorted list”, a każdy link umieszczamy w <li> czyli “list item”. W drugim przypadku jest to czytelniejsze. A menu jest w pewnym sensie listą linków, spisem treści strony.

Kolejną rzeczą jest niedomykanie znaczników.  W HTMLu to przechodziło, w XHTMLu nie. XHTML to XML HTML, czyli HTML który ma być pisany zgodnie z zasadami XMLa. W XMLu wszystkie tagi mają być zamknięte w odpowiedniej kolejności i muszą być pisane małymi literami, podobnie jak atrybuty w tych znacznikach. Trzeba pamiętać o zamykaniu znaczników “pustych” czyli np. <img> który powinien wyglądać tak <img src=”" alt=”" />. Pisanie /> na końcu jest równoznaczne z napisaniem <img></img>. Ale jako, że w treści znacznika <img> nic nie występuje (między <img> a </img> – cala treść jest w parametrach), to można go zamknąc w skrócony sposób.

A po co to wszystko?

W końcu jak strona wygląda dobrze, to kto by się przejmował, jak jest napisana nie? NIE.

Dzięki poprawnemu użyciu znaczników i pisaniu zgodnie z XHTMLem Google może łatwiej zindexować stronę. Wie w którym miejscu jest treść strony, wie co jest ważne, wie gdzie są nagłówki paragrafów – tytuły, czyli na co kładziony jest nacisk. Nie uważa całej strony za jeden wielki arkusz Excella. Strona napisana na <div> ach zajmuje mniej miejsca co oznacza mniejsze zużycie transferu na naszym koncie i oszczędność pieniędzy.

Dodatkowo jest to ułatwienie dla ludzi niepełnosprawnych, którzy korzystają np. z czytników do stron. Dla ludzi niewidzących nie jest ważne to jak strona wygląda, jest ważna jej treść. A jak cała treść będzie tabelką to czytnik strony się pogubi.

Mniej miejsca oznacza również mniejsze zapotrzebowanie na pamięć operacyjna przeglądarki gościa strony i mniejszy czas procesora potrzebny do wyświetlenia strony. Po prostu taka strona pojawia się szybciej w oknie przeglądarki.

Dzięki oddzieleniu opisu wyglądu strony od treści strony (styl w CSS, treść i jej budowa w XHTML) oszczędzamy na transferze danych. Plik CSS ściągany jest do gościa naszej strony tylko raz. A każde przejście na inną podstronę oznacza ściagnięcie przez klienta całej treści strony. Jeżeli styl strony jest w osobnym pliku, to treść strony jest odchudzona i oznacza to mniejsze zużycie transferu, za który w końcu płaci klient.

Poprawne zamykanie tagów oznacza, że przeglądarka nie musi “zastanawiać się” nad tym “co autor miał na myśli?”. Dzięki temu strona może wczytać się szybciej. Może dla współczesnych komputerów prędkość taka nie jest ważna, bo i tak strona pojawia się szybko. Ale dla urządzenia mobilnego (PDA, komórka, smartphone) to jest problem. Ich malutki procesorek musi przetworzyć całą masę informacji.

Klient tak naprawdę nie powinien musieć nic wiedzieć o tworzeniu stron WWW. Od tego są specjaliści, żeby się na tym znać i dostarczyć dobrą, pełnowartościową usługę. Ale niestety praktyka pokazuje, że jak chcemy coś zrobić, to też musimy się na tym znać. Ubolewam nad tym strasznie.

(ta notka napisana jest w oparciu o własne doświadczenia i o to, co często mówili mi moi klienci)


Napisane przez Zenobius | View Comments | Permalink

Fallout 3

20:11, 01 listopada 2008 roku

| Gry, Opinie

Tytuł mówi wszystko: wreszcie wyszła PCtowa wersja Fallouta 3 :-) Pisze ten tekst równocześnie z graniem, więc wrażenia są na żywo.

Polski wydawca Fallouta 3, Cenega, skrewił robotę i edycja kolekcjonerska ukaże się dopiero w środę, za to zawierać będzie koszulkę.

Pierwsze wrażenie po odpaleniu gry.. menu jest zrobione świetnie. W tle przesuwają się slajdy z obrazkami w Falloutowym stylu, reklamy stylizowane na lata 60-70 XX wieku w USA (w końcu w roku 2077 zaczyna się apokalipsa, a w 2072 USA anektuje Kanadę ;-) ). W tle muzyka bojowa, kojarzy mi się z Battlefieldem 1942. Spodziewałem się jakiegoś jazziku. Ale pewnie i na to będzie pora.

Start a new Game i mamy jazzik w Intrze :-) Filmik znany z traialera, lampowe radio, hawajska panienka na desce rozdzielczej autobusu, odgłosy walki w tle.. wszyscy którzy interesowali się Falloutem od dawna kojarzą też Pana w Power Armour.

War.. war never changes.  Wprowadzenie w historię świata i tej części gry.

Następnie system tworzenia postaci. Ostatnio nie miałem okazji grać w wiele RPGów, ale z takim systemem jeszcze się nie spotkałem. Jest on jednocześnie tworzeniem naszego bohatera jak i wprowadzaniem w fabułę i tworzeniem relacji z graczem. Miłe zaskoczenie po tylu “sztywnych” systemach.

Co do samego tworzenia, to mamy do wyboru płeć, cztery kolory skóry,  sporo możliwości ustawienia twarzy (ale teraz wszyscy tak muszą mieć) oraz włosów. Nazwy są genialne, widać, że twórcy wykazali się pomysłowością i starali się w każdym szczególe. Sposób rozdzielania punktów, oraz tutoriale na początku gry również są genialne. Jeden minus – nie widać stóp przy patrzeniu w dół.

Alt-tabowanie z gry dzieje się natychmiastowo, tak samo z powrotem do gry. Jest to olbrzymi plus. Dodatkowo po każdym alt-tabie gra automatycznie przechodzi do menu (tak jakby nacisnęło się escape).

Pierwsze dialogi i.. pierwszy minus. Może to zmieni się w dalszej grze, ale na początku, niestety, mimo kilku opcji do wyboru to każda prowadzi do tego samego. Można ten sam cel osiągnąć na kilka emocjonalnych sposobów, ale zawsze efekt końcowy jest ten sam. Jeżeli tak to będzie wyglądać dalej, to cała magia Fallouta właśnie umarła.

Dobrze, jest ok. Na szczęście liczba odpowiedzi zwiększa się już przy następnych konwersacjach. I dalszy sposób tworzenia postaci dalej jest.. powalający swą pomysłowością i humorem. Humor w Falloutcie wiadomo.. ważna rzecz :-) Pytania w teście GOAT przypominają mi te z Jagged Alliance 2.

Tyle na wstępie. Czas zagłębić się w fabułę i questy. System walki jest czasem trochę sztuczny. Musze go poużywać żeby powiedzieć o nim coś więcej. Pewnie za parę dni zrobię update tą notkę.

Update:

Po paru questach i lokacjach odczucia mam pozytywne. Nie powalające ale pozytywne. Dużo rzeczy można rozwiązać na wiele sposobów, niestety trudno jest czasem uciec od walki, ale w końcu to świat po apokalipsie i ma być brutalny.

Grafika nie jest powalająca, za to gra działa szybko nawet na laptopie.

System walki jest świetny, można pobiegać sobie w Action Stylu ;-) można używać VATSa i niszczyć wrogów po kolei z użyciem punktów akcji (AP – Action Points). Perki dobrane są w świetny sposób. Przedmiotów dużo, sklepy daleko, nie ma jak tego wszystkiego nieść na sprzedaż. Na szczęście po paru questach ma się gdzie trzymać przedmioty.

Czy gra nadaje się na godnego następce Fallouta i Fallouta 2? Zobaczymy po ukończeniu gry :-)


Napisane przez Zenobius | View Comments | Permalink

Giganci komputerowi (i my – szaraczki ) w “czasach kryzysu”

16:18, 27 października 2008 roku

| Artykuły z błędami, Opinie

Chyba redakcja Computerworlda śpieszyła się z opublikowaniem artykułu i zrobili parę byków.

Jest tu cała masa mniejszych lub większych  błędów ortograficznych czy powtórzeń słów.

Co do samego artykułu:

Po pierwsze “kryzys” ( to słowo jest zdecydowanie nadużywane i przede wszystkim przesadzone ) dopiero może się zacząć. Komentarz do artykułu napisany przez Anubisa dobrze oddaje to co się tak naprawdę dzieje. Trudno żeby od razu zyski wszystkich gigantów posypały się na łeb na szyję. Szczególnie, że giganci działają na wielu rynkach – często na tych, których kryzys nie dotyczy.

Po drugie – informatyka rozwija się szybko. Wydatki na reklamę w internecie mają przegonić te przeznaczone na reklamę w radiu, gazetach i telewizji. Powodem tego jest możliwość większego kontrolowania grupy docelowej i tego jak reklama działa – czyli zwrotu inwestycji i kontroli wydatków.

W czasach gdy benzyna i ropa drożały zaczęły rozwijać się systemy do komunikacji online – np. video-konferencji. Okazało się, że zamiast lecieć (paliwo) czy jechać (paliwo) można porozmawiać przez Internet.

Gdy ludzie nie mają pieniędzy – szukają możliwości kupienia rzeczy jak najtaniej, więc przydają się portale aukcyjne i porównywarki cenowe.

Aplikacje, czy to internetowe, czy stand-alone  pomagają zautomatyzować pracę, zwiększyć jej efektywność. Dzięki czasowi zaoszczędzonemu na powtarzających się zadaniach można skupić się na czymś nowym. Zamiast ręcznie “pielęgnować” dane można zlecić to systemowi. Zamiast samemu przekazywać wiedzę drugiej osobie, można przekazać jej podstawy, a resztę udostępnić przez system zarządzania wiedzą. Zamiast pisać odręcznie faktury można zrobić sobie szablon w (Open)Office. Itd.

Gdy trzeba będzie szukać oszczędności, trzeba będzie zainteresować się tym co daje nam informatyka.

Moim zdaniem, jeżeli nawet kryzys nadejdzie to informatyka i Internet, w najgorszym przypadku, będą stały w miejscu. A jak dobrze pójdzie to jeszcze na tym zyskają. A osoby które najszybciej zdadzą sobie sprawę z tego, że inwestycje (zarówno czasu – przez wykorzystywanie tego co nam Internet daje, jak i pieniędzy – przez kupowanie rozwiązań) w informatykę dają zysk będą miały największe szanse przeżyć kryzys “obronną ręką”.

Update:

Temat został podchwycony przez TVN w tym artykule.


Napisane przez Zenobius | View Comments | Permalink