DB2 V9.x i PHP – co mi da ich mariaż?

02:10, 19 czerwca 2010 roku

| Notka, Opinie, Praca

Dobrych kilka lat temu usłyszałem o powstaniu hybrydowych baz danych. Hybrydowe w poprzednim zdaniu oznacza łączące silniki relacyjne z hierarchicznymi. Z moich informacji, z tego co wiem, wynika, że póki co połączenie XMLa (bo to zazwyczaj jest implementacją hierarchiczności) z relacyjnością zostało dodane w takich bazach jak Oracle czy IBM DB2.

Od tamtego czasu sporo się w bazach namieszało, Oracle przejęło MySQLa, Facebook zrobił własną bazę danych, która aktualnie jest pod opieką fundacji Apache i zwie się Cassandra (zresztą, to co zrobił Facebook z PHPem zasługuje na osobny wpis). Przyszłość bazowa może być bardzo ciekawa :-)

Ale skupmy się na temacie mariażu DB2 z PHP.

Po co?

XHTML to XML. Ten prosty fakt sprowadza się do tego, że możemy zapisywać gotowe kawałki kodu XML w bazie danych w polach XML – wyciągać odpowiednie kawałki, składać ze sobą i “wypluwać” stronę. Proste, ale od czegoś trzeba zacząć.

XML nadaje się świetnie do składowania różnych płynnych danych – jako, że nie narzuca nam z góry formy w której musimy je przechowywać (możemy sami sobie je narzucić poprzez DTD lub XML Schema). W przypadku chęci posiadania wielu adresów klienta, czy wielu numerów telefonu jednej osoby – XML jest lepszą alternatywą, niż tworzenie kolejnej tabeli tylko na któreś z tych danych. PHP jest biedne (miejmy nadzieję, że “jeszcze biedne” a nie “na zawsze biedne”) jeżeli chodzi o modyfikację XML. Jedynym sposobem sensownej modyfikacji jest DOM, który jest o wiele bardziej nieprzyjemny w użyciu niż SimpleXML. Coś za coś, możliwe, ze udostępnię w jakimś czasie klasy do modyfikacji PHP pozwalające na dowolną modyfikację XMLa z łatwością SimpleXMLa.

XML w połączeniu z XSLT może robić za świetną warstwę danych i wizualizacji. Przy pomocy XSLT możemy przetworzyć dowolny plik XML do.. dowolnego innego formatu opartego na tekście. W naszym kontekście oznacza to możliwość przeniesienia warstwy widoku na klienta. Do klienta wysyła się plik XML z danymi (za każdym razem w odpowiedni sposób zmodyfikowany – aby odzwierciedlić dane które są aktualne), oraz szablon XSLT który parsuje XML do XHTMLa i pokazuje użytkownikowi za pomocą przeglądarki. To jest dość ciężki punkt, gdyż trudno w XSLT tworzyć dynamiczne linki (składać atrybut node’a XMLowego z kilku wartości). Ale przy odpowiednim przetworzeniu XMLa po stronie PHP, żeby lepiej nadawał się do parsowania przez XSLT – jest to do zrobienia.

Pierwsze dwa punkty były dość trywialne. Ot, kolejna opcja do rozwiązania dość popularnego problemu. Mająca swoje minusy i plusy – wybrać można co się chce.

Trzeci punkt to zupełnie nowe (a może już nie takie nowe i ktoś już tak robi?) podejście do parsowania stron i pokazywania ich klientowi. Parsowanie szablonu i upychanie do niego odpowiednich danych to jest ból i dla serwera i dla ludzi którzy muszą uczyć się specyficznego, użytego w naszym projekcie, języka szablonów.

Tak naprawdę XSLT jest, znów, kolejnym językiem do nauczenia.. ale w odróżnieniu od Smarty czy OPT spełnia więcej niż jedną funkcję i można go zastosować do dowolnej transformacji dowolnego pliku XML – ma to swoje plusy.

Co do serwera to zostaje on odciążony od tego – klient dostaje XML i XSTL i to jego przeglądarka zajmuje się przetworzeniem szablonu i wrzuceniu w niego danych – to jest piękne. Oczywiście to serwer może przetwarzać XMLa do XSLT przy użyciu np. XSL i klient dostaje już gotowego XHTMLa (ale skrótów, uff :-) ). Np. jeżeli nie chcemy udostępniać użytkownikowi XMLa z danymi.

Przy użyciu jednego zestawu danych XML możemy dostarczyć stronę na wiele platform przy użyciu różnych szablonów XSLT.

Wszystko to co powyżej opisałem da się zrobić przy użyciu DB2 w połączeniu z PHP.

Mam wrażenie, że nie wszystko zostało tu napisane, więc temat będę jeszcze rozwijał. Postaram się też opublikować kod implementujący te rozwiązania. Opis instalacji DB2 na Linuxie i połączenie z PHP znajdziecie na moim blogu parę postów niżej.


Napisane przez Zenobius | Komentarz (1) | Permalink

Bojkotuj IE6!

19:33, 29 lipca 2009 roku

| Ciekawe strony, Notka, Opinie, Praca

Wreszcie wielcy tego świata (no, Internetu ;-) ) wzięli się na poważnie za bojkotowanie Internet Explorera 6. Każdy kto robi strony zna ból optymalizacji wyglądu, JavaScript’a itp. Zaczął YouTube. W Polsce wziął się za to epuls.pl .

Chociaż najlepiej gdyby zrobiła to nasza-klasa.pl która przyciągnęła przed komputery rzeszę ludzi którzy z Internetu prawie w ogóle do tej pory nie korzystali. A to właśnie brak świadomości komputerowej prowadzi do ignorancji.

Od marca w Polsce trwa akcja stop IE6, która ma na celu obniżenie, do końca roku, liczby internautów korzystających z IE6 do mniej niz 5%. Według ranking.pl, od początku roku, udział IE6 w rynku przeglądarek w Polsce spadł o 10% z 24% do 14% – tak więc wszystko jest na dobrej drodze :-)

W skrócie: czemu IE6 to przeżytek?

Jest to przeglądarka która liczy sobie ponad połowę wieku internetu. Istnieje od 2001 roku. Microsoft dawno przestał ją wspierać i tworzyć do niej aktualizacje.

To jak używać magnetofonu w erze CD, video w erze DVD, albo jak to ujęli trafnie na ie6.pl czarno-białego, 35cio letniego telewizora w erze telewizji HD.

Czy byłby sens wymyślania HD skoro ludzie maja antyczne telewizory?

Jasne, kupienie telewizora oznacza wydanie pieniędzy. Ale w przypadku Windows’ów mamy wiele możliwości: aktualizacja systemu do nowszej wersji, wgranie update’ów (w XP można zaktualizować system i mieć choćby IE7), możesz zainstalować też dowolną inną przeglądarkę taką jak FireFox, Opera, Chrome.

Jeżeli masz pirackiego windows’a  to nie masz wyboru i musisz wgrać FF, Opere albo Chrome.

Jeżeli siedzisz w pracy i nie masz wpływu na to co jest zainstalowane na Twoim komputerze, to idź do administratora systemu z jakimś dobrym piwkiem albo kilkoma i podaj mu link do http://ie6.pl – niech poczyta i zrobi wam w firmie update – to nie kosztuje nic, oprócz jego czasu.

No, chyba, że Twoj szef nie chce, żebyś oglądał strony w pracy ;-) wtedy zostanie przy IE6 na pewno się sprawdzi, bo niedługo żadna strona nie będzie tej przeglądarki obsługiwać ;-)

Zeno.pl przyłącza się do tej chwalebnej akcji! :-)

Portale, które tworzymy w ramach firmy, nie będą obsługiwać wszystkich funkcji przy korzystaniu z IE6. Nie będą też zawsze wyglądać tak jak ich wersje pod teraźniejsze przeglądarki. Czas który spędzilibyśmy optymalizacją pod IE6 zostanie zagospodarowany na robienie nowych rzeczy.

Będziemy też odradzać klientom używanie IE6, ale jeżeli ktoś sie uprze, to stworzymy stronę również w takiej wersji. Natomiast grafika będzie wtedy odpowiednio dostosowana pod IE6 i cudowną ere kwadratowych, ciężkich stron na tabelkach ;-)


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (0) | Permalink

Czemu PHP a nie ASP lub JSP?

11:36, 26 lipca 2009 roku

| Opinie, Praca

Ostatnio ktoś mnie zapytał “czemu akurat PHP?”.

Gdy stałem przed wyborem języka w którym będę tworzył strony/aplikacje internetowe zrobiłem rozeznanie w terenie.

ASP oznacza IIS Microsoftu. Cóż, mimo, że pracuje na Windowsie (tak, pracuje na Windowsie), to nie ufam temu systemowi jako systemowi na serwer. Poza tym Windows oznacza licencję, co oznacza wydawanie pieniędzy. Gdy ma się 16 lat wizja kupowania Windows Server jest przerażająca. Chociaż dziś, po 7 latach, nie zmienił bym zdania ;-)

No i kurde.. serwer który musi mieć odpaloną grafikę? Nieee.. to nie jest normalne.

JSP oznacza Javę. Java jest ciężka. Maszyna wirtualna to narzut. Java nie jest demonem prędkości. Jedyny plus Javy to przenośność. Ale ten sam plus ma PHP. Do pisania aplikacji internetowych JSP sie nie nadaje. Grono przeszło na Pythona, strona Plus GSM bardziej nie śmiga niż śmiga..

Stanęło więc na PHP. W końcu język ten został stworzony po to, żeby pisać aplikacje internetowe. Kod działa na każdym systemie na którym można zainstalować serwer WWW który go obsługuje (Apache, lighthttpd, you name it..). Kod jest szybki, język się rozwija. A ja lubie Open Source i wszystko co się z nim wiąże (tak, wiem, Zend trzyma łapę na PHP, ale to co się dzieje z PHPem jest wg mnie bardzo sensowne).

Koszty związane z PHPem to dobra książka która go nauczy i łącze do internetu :-)


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (4) | Permalink

Schaboszczak.pl – nowa wizja książki kucharskiej

19:21, 13 grudnia 2008 roku

| Praca, Projekty, Winogrono.net

Dawno temu, kawałek czasu po moim wyprowadzeniu się z domu i gdy przejadło mi się już KFC, Pizza Hut, McDonald, Sphinx i wszelkie inne fast foody zatęskniłem za schabowym z ziemniakami i jakąś surówką. Począłem więc szukać przepisów na “potrawy mojej młodości” w Internecie – niestety zawiodłem się, było to lat temu pięć lub sześć. Niestety dziś dalej nie ma w necie dobrej książki kucharskiej.

Czego szukałem?

Strony, która wyjaśni młodemu facetowi, który z samodzielną kuchnią za dużo do czynienia nie miał, jak się dzieje ta magia, że z surowego robi się pyszne. Czyli prostych przepisów, dokładnie opisanych, krok po kroku. Jak dla debila, którym niewątpliwie, pod względem kuchni, wtedy byłem.

Nie znalazłem.

Za to była cała tona przepisów na wykwintne potrawy, były też proste, ale opisane tak, że za cholerę nic nie chciało wyjść jak trzeba. No i wykwintne, które były tak opisane, że się zastanawiałem, czy mnie ktoś nie obraża. Zresztą – nie ma czegoś takiego jak przepis na kotleta schabowego. Są kotlety schabowe a’la coś-tam, są po jakiemuś-tam. Są kotlety z.. kiełkami Ming (WTF? :O). W końcu nie dałem za wygraną, nauczyłem się gotować – nawet te “dziwne rzeczy” i aktualnie coś tam pichcę i nawet niektórym smakuje ( albo po prostu są mili ), ale kosztowało to sporo wysiłku i czasu.

Wracając do tematu – wtedy zrodził mi się w głowie pomysł, a właściwie nasunęła oczywista oczywistość, iż taka strona jest po prostu potrzebna. Wszystkim studentom którzy urwali się od mamusi i aktualnie na śniadanie mają “jajecznicę studencka” ( “otworzyłem lodówkę, podrapałem (się po – przyp.) jajka, zamknąłem lodówkę” – bash.org.pl ).

Wszystkim dziewczynom, które chcą nauczyć się gotować, a ich mamy niekoniecznie mają czas im to pokazać.. no a w końcu przez żołądek do serca (btw. faceci którzy umieją gotować też są “niezłą partią” ;-) ).

Wszystkim facetom wkurzającym się jak ich towarzyszki, po wizycie na kolejnym cudownym filmie o “loffie”, mają wyrzuty, że oni to takich kolacji pięknych nie robią..

Prezentuje początki Schaboszczak.pl – czyli po prostu Schaboszczaka.

Chcemy, żeby książka ta była w duchu Web2.0. Żeby każdy który przeszedł już taką drogę mógł pomóc w tym innym. Chcemy żeby przepisy publikowane na Schaboszczaku były zrozumiałe dla wszystkich, żeby wszystkie terminy były opisane i podlinkowane – żeby nikt nie miał wątpliwości co ma zrobić.

Dodatkowo zadbamy o to, żeby każdy przepis miał podane wartości odżywcze. Żeby każdy z nas wiedział ile i czego je.

No i zupełnie dodatkowo – łatwe drukowanie przepisów, tworzenie list zakupowych, wysyłanie ich SMSem, mailem, i wiele wiele innych możliwości.

Do pisania, korzystania, czytania.. zapraszamy wszystkich, nie tylko facetów ;-)

Jeżeli macie jakiś pomysł na ciekawą funkcjonalność którą chcielibyście znaleźć w idealnej, waszym zdaniem, internetowej Książce Kucharskiej – piszcie w komentarzach do tej notki.


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (2) | Permalink

Profesjonalizm w pracy, a strony WWW

15:43, 06 listopada 2008 roku

| Notka, Opinie, Praca

Internet przesiąknięty jest “stronami internetowymi” tworzonymi przez ludzi, którzy nie mają o tym zielonego pojęcia. Od razu napiszę tu, że ja nie twierdze, że robię strony idealnie, ale myślę, że mój XHTML i CSS są całkiem niezłe. Co najgorsze, są to często studenci 4-5 roku, których tak nauczyli wykładowcy. Od razu napiszę, że nie generalizuje studentów. Raczej pije do wykładowców i tych ludzi którzy nie chcą sami zainteresować się tematem o którym się uczą. Ale to temat na osobny wpis.

Klienci nie wiedzą czego oczekiwać

Klient otwiera swoją nową stronę w swojej przeglądarce i jak widzą, że wygląda dobrze, to są szczęśliwi. Spora część z nich na szczęście wie, że istnieje wiele przeglądarek. Cześć z nich nawet testuje na nich strony. Ale większa część wierzy na słowo “specjaliście”. Kolejna porcja klientów chce pozycjonować swoją stronę. Ale ta sztuka jest dla przeważającej większości nich czarną magią. Nie wiedzą na przykład o tym, że strona musi być odpowiednio zbudowana (odpowiednio skonstruowany XHTML), żeby Google potrafiło prawidłowo zindexować (przeczytać) ich stronę i wiedzieć która treść strony co oznacza. Co jest nagłówkiem, co jest paragrafem, co jest listą a co menu.

Tak, w powyższym akapicie “pije” do stron na tabelkach. Język HTML powstał po to, żeby móc opisać treść dokumentu. Dzięki znacznikom (tagom) mamy dodatkowe dane o danych (metadane). Znacznik <table> służy do przedstawiania danych tabelarycznych, takich jak  skoroszyt w Excelu, jest to po prostu.. tabela. Czy strona WWW jest tabelą? Nie, nie jest. Strona WWW jest zbiorem części, segmentów. A do tworzenia segmentów służy znacznik <div>.

Język HTML nie służy do tworzenia wyglądu strony. Strona WWW powinna być napisana tak, że po wyłączeniu szablonu stylu (CSS) będzie wyglądała prawidłowo i czytelnie. Właśnie w pliku CSS (Cascade Style-Sheet) definiujemy grafikę która nie jest częścią treści strony, tylko definicją jej wyglądu. Więc wszystkie tła, kolory, krój czcionki itd. znajdują się w pliku CSS.

Często w menu strony jest jakiś znaczek oddzielający poszczególne “linki” (kotwice, od znacznika <a> który znaczy anchor), takim popularnym znakiem jest |. Ale czy taki znaczek stanowi treść strony? Wnosi jakiś przekaz, treść, wiadomości? Nie. Dlatego powinien być zdefiniowany w pliku CSS. Dla znaku | jest to proste, wystarczy ustawić odpowiednio znacznik height i border.

Co do samego menu to są dwie techniki, albo po prostu piszemy “linki” po kolei w postaci: <a href=”" title=”"></a> <a href=”" title=”"></a> itd. albo tworzymy listę linków korzystając ze znacznika <ul> czyli “unsorted list”, a każdy link umieszczamy w <li> czyli “list item”. W drugim przypadku jest to czytelniejsze. A menu jest w pewnym sensie listą linków, spisem treści strony.

Kolejną rzeczą jest niedomykanie znaczników.  W HTMLu to przechodziło, w XHTMLu nie. XHTML to XML HTML, czyli HTML który ma być pisany zgodnie z zasadami XMLa. W XMLu wszystkie tagi mają być zamknięte w odpowiedniej kolejności i muszą być pisane małymi literami, podobnie jak atrybuty w tych znacznikach. Trzeba pamiętać o zamykaniu znaczników “pustych” czyli np. <img> który powinien wyglądać tak <img src=”" alt=”" />. Pisanie /> na końcu jest równoznaczne z napisaniem <img></img>. Ale jako, że w treści znacznika <img> nic nie występuje (między <img> a </img> – cala treść jest w parametrach), to można go zamknąc w skrócony sposób.

A po co to wszystko?

W końcu jak strona wygląda dobrze, to kto by się przejmował, jak jest napisana nie? NIE.

Dzięki poprawnemu użyciu znaczników i pisaniu zgodnie z XHTMLem Google może łatwiej zindexować stronę. Wie w którym miejscu jest treść strony, wie co jest ważne, wie gdzie są nagłówki paragrafów – tytuły, czyli na co kładziony jest nacisk. Nie uważa całej strony za jeden wielki arkusz Excella. Strona napisana na <div> ach zajmuje mniej miejsca co oznacza mniejsze zużycie transferu na naszym koncie i oszczędność pieniędzy.

Dodatkowo jest to ułatwienie dla ludzi niepełnosprawnych, którzy korzystają np. z czytników do stron. Dla ludzi niewidzących nie jest ważne to jak strona wygląda, jest ważna jej treść. A jak cała treść będzie tabelką to czytnik strony się pogubi.

Mniej miejsca oznacza również mniejsze zapotrzebowanie na pamięć operacyjna przeglądarki gościa strony i mniejszy czas procesora potrzebny do wyświetlenia strony. Po prostu taka strona pojawia się szybciej w oknie przeglądarki.

Dzięki oddzieleniu opisu wyglądu strony od treści strony (styl w CSS, treść i jej budowa w XHTML) oszczędzamy na transferze danych. Plik CSS ściągany jest do gościa naszej strony tylko raz. A każde przejście na inną podstronę oznacza ściagnięcie przez klienta całej treści strony. Jeżeli styl strony jest w osobnym pliku, to treść strony jest odchudzona i oznacza to mniejsze zużycie transferu, za który w końcu płaci klient.

Poprawne zamykanie tagów oznacza, że przeglądarka nie musi “zastanawiać się” nad tym “co autor miał na myśli?”. Dzięki temu strona może wczytać się szybciej. Może dla współczesnych komputerów prędkość taka nie jest ważna, bo i tak strona pojawia się szybko. Ale dla urządzenia mobilnego (PDA, komórka, smartphone) to jest problem. Ich malutki procesorek musi przetworzyć całą masę informacji.

Klient tak naprawdę nie powinien musieć nic wiedzieć o tworzeniu stron WWW. Od tego są specjaliści, żeby się na tym znać i dostarczyć dobrą, pełnowartościową usługę. Ale niestety praktyka pokazuje, że jak chcemy coś zrobić, to też musimy się na tym znać. Ubolewam nad tym strasznie.

(ta notka napisana jest w oparciu o własne doświadczenia i o to, co często mówili mi moi klienci)


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (2) | Permalink

Ruszyła strona Zeno.pl

22:37, 22 października 2008 roku

| Praca, Projekty

Wreszcie, korzystając z lekkiego “luzu” w pracy i paru dni gorszego samopoczucia, skończyłem stronę firmową. Szewc wreszcie przestał chodzić w dziurawych butach ;-)

W pracy nad nią wykorzystałem moc jaką daje XML z połączeniu z XSTL. Dostarcza ją do waszych przeglądarek mój silniczek, oparty lekko na Zend Framework. Uprościłem w nim kontrolery tak żeby wczytywały się szybciej. Szybciej działa też walidacja formularzy. Zend Framework ma to do siebie, że jest ociężały i zasobożerny. Z drugiej strony ma fajną budowę jeżeli chodzi o składnie i ciekawe rozwiązania typowych problemów.

Jeżeli ktoś ma jakieś uwagi, pytania czy pomysły odnośnie tej stronki – piszcie w komentarzach. Ciesze się, że wreszcie udało mi się skończyć moją firmową wizytówkę.

Update: Niestety z powodu jeszcze nie rozpropagowanej domeny _czasem_ nie wczytuje się grafika do strony. Przez to komputer nie wie skąd pobrać grafikę, bo domena odsyła go do innego serwera. DNSy są tak zbudowane, że wymieniają się informacjami o zmianach w adresach domen, ale niestety trwa to jakieś dwa dni. Nie da się tego obejść. Potem wszystko powinno śmigać :-)


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (4) | Permalink

Praca w Naszej Klasie

12:42, 20 czerwca 2008 roku

| Notka, Opinie, Praca

Niedawno wyszło na jaw, że Nasza Klasa, od stycznia 2007, należy do Estońskiej firmy Forticom. Miałem okazję być tam, 21 kwietnia 2008, na rozmowie o pracę na stanowisko Project Managera.

Rekrutacja prowadzona była przez firmę rekrutacyjną z Wrocławia. Po przejściu przez pierwszy etap czekałem na kontakt przez około dwa tygodnie. W końcu zostałem umówiony z Dyrektorem IT.

W piątek dojechałem do domku szeregowego w którym obecnie znajduje się siedziba NK. Jasnym jest, że wtedy nikt nie wiedział, że firma należy do Estończyków ( a tak właściwie udziałowcami tam są Rosjanin odpowiedzialny za mail.ru i fundusz Tiger Global ). No i zaczęło się :-)

Dzwonek do drzwi, cisza.. zacząłem wyciągać laptopa, żeby nawiązać kontakt z kimś zza drzwi (nie miałem zapisanego telefonu do NK w komórce – miałem za to w mailach), ale nagle drzwi się otworzyły i ukazał mi się lekko zdziwiony człowiek. Przedstawiłem się i powiedziałem, że ja na rozmowę o pracę. Człowiek wpuścił mnie na górę, skorzystałem z toalety (choroba) i zostałem zaproszony jeszcze piętro wyżej gdzie.. zostawiono mnie na jakieś 15 minut. Niby nic, z tym tylko wyjątkiem że niepilnowany miałem tam dostęp do kabla sieciowego oraz.. do biurka, na którym leżały papiery z sądów czy komend policji. Nie patrzyłem oczywiście jakie dokładnie, ale nagłówki mówiły o wniosku o ujawnienie danych w jakiejś-tam sprawie, itp. Więc były raczej dokumentami tylko dla oczu odpowiedniej osoby, a nie moich.

Okazało się, że człowieka z którym mam się spotkać.. nie ma. Za to przyszło do mnie dwóch programistów. Nie przeprowadzali wcześniej rozmowy kwalifikacyjnej, więc rozmowa z nimi polegała na.. rozwiązywaniu bieżących problemów ich portalu. Oprócz tego padały pytania o moje kwalifikacje jako programisty – wtedy wyjaśniłem, że staram się o pracę jako Project Manager.

Programiści zaczęli opisywać mi swoje problemy z przepływem informacji. Nie ma ( możliwe, że już jest ) tam nikogo kto odpowiadał by za kontrolę pracy – zadania dla programistów są delegowane przez szefostwo, tak, że często jeden programista ma kilka zadań i nie wie za które się zabrać. System kontroli wersji jest, ale nie są wykorzystywane jego możliwości, nie ma też kontroli wyników pracy – kod nie jest testowany. Zresztą trudno byłoby wygenerować duży ruch by testować kod pod obciążeniem. Nie ma przeprowadzanych inspekcji kodu, no i oczywiście.. ( co jest utrapieniem wielu firm ) brak dokumentacji.

Dowiedziałem się też, ze nasza-klasa oparta jest o ich autorski kod, a nie jakiś gotowy framework. Korzysta też z licznych serwerów memcache, które tracą synchronizację, a gdy nie ma w nich danych ( przez czas kiedy pobierane są nowe, aktualne dane ) są bombardowane przez zapytania i zapychają się. Brak też wiedzy z zakresu tworzenia architektury potrzebnej do utrzymania tak dużego serwisu.

Był to też czas w którym Forticom wprowadzał swoje zmiany kadrowe, nie było wtedy jeszcze dyrektora Finansowego – ale na rozmowie wspomniano mi, że niedługo ktoś taki ma się pojawić.

Mam nadzieję, że Estończycy wniosą wiedzę potrzebną Naszej Klasie do odpowiedniego funkcjonowania, zresztą Vadim Makarenko zauważył ten problem. Przydałby się też dobry PR, bo odbiega on bardzo od standardów. Szczególnie że Nasza Klasa chce konkurować z Facebook ;-)

Moja przygoda z NK skończyła się gdy wyszedłem z ich siedziby – nie nawiązali potem żadnego kontaktu, ani pozytywnego ani negatywnego.

Update 2008-07-01:

Zostałem wykopany i napisano artykuł na podstawie tego wpisu.

Wiem jakie mogą być rezultaty napisania tego na blogu. Nie jestem idiotą, nie podnoszę sobie ego jeżdżąc po firmie która mnie nie przyjęła – gdybym tak robił, to było by tu więcej podobnych wpisów ;-)

Ale biorąc pod uwagę jaka liczba osób jest zarejestrowana na tym portalu i jak chętnie z niego korzystają – powinni wiedzieć jak to wygląda od środka, żeby może lekko ogarnąć się zanim będą zamieszczać tam jakieś swoje poufne dane.
Co z tego, że od strony technicznej portal jest teoretycznie zabezpieczony.. jak ma luki od strony socjotechnicznej?


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (29) | Permalink

Porządki w sprzęcie

19:48, 04 kwietnia 2008 roku

| Praca, Sprzęt

Zacząłem wczoraj porządki w sprzęcie i sposobie developowania. Dużo czasu można oszczędzić pisząc w środowisku jak najbardziej zbliżonym do docelowego środowiska produkcyjnego. Dodatkowo trzeba pamiętać o właściwym środowisku do testowania i debugowania, zanim kod trafi “na produkcję”. Dlatego zdecydowałem się na poniższe rozwiązania, może komuś się to przyda :-)

Mam lapka, komputer i serwer dedykowany wykupiony sobie gdzieś-tam.

Używając pliku hosts w windows mogę robić sobie fajne numery z vhostami w Apache. Tzn. tworzyć zupełnie wirtualne byty pod różnymi domenami.

Komputer dostaje VMWare z Linuxem, na którym to działa sobie Apache, MySQL, DB2.. i w sumie co tylko będę chciał. Do tego Samba. Pod Windowsem jest sobie Apache, MySQL i DB2, z których to będę rezygnował na rzecz Linuxa pod VMWare. Jest tam też Eclipse itp. do developerki, gdy nie chce mi się pisać na lapku [ na którym nie mam takiej rozdzielczości jak na monitorze przy kompie ].

Lapek ma sobie póki co Eclipse’a i lokalne, pod Viśtą, Apache, MySQL i dorobił się DB2. Gdy sobie gdzieś jadę, to też mogę programować. Mam też drugie konto usera, pod którym nie odpalają mi się niepotrzebne usługi, do pogrania sobie czasem w coś ;-) Niestety VMWare pod Viśta odmawia współpracy, zawieszając mi sprzęta dokumentnie za każdym razem.

Serwer trzyma sobie repozytoria. I tam też lądują produkty końcowe.

Do tego mam swój system nazewnictwa w hosts, którego nie będe ujawniał, ale takie ujednolicenie daje dużo swobody :-) Do tego dołącza się możliwość różnicowania configa w zależności od tego, czy jest to środowisko developerskie, czy produkcyjne, czy może developerskie lokalne. Inne hasła do bazy danych itp.


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (0) | Permalink

Ostatni poniedziałek w “starej” pracy

22:39, 11 lutego 2008 roku

| Notka, Praca

Koleje losu są co najmniej dziwne. W październiku zakładałem tego bloga, bo zaczynałem nowe życie w Gdyni.. wyjeżdżając z Warszawy. A teraz.. powrót do owej następuje. Ostatnio moja historia w ogóle zatacza dziwne kręgi, zupełnie niespodziewane. Nie dość, że niespodziewane, to do tego wyjątkowo pozytywne :-)

Tak jak pisałem tutaj nie lubię robić podsumowań roku, czy snuć wizji na rok przyszły. I oto dlaczego :-) W najbardziej porąbanych marzeniach, czy wizjach nie wymyślił bym sobie tego, co dzieje się od początku tego roku. Do Warszawy nie przeprowadzam się sam ;-) dostałem nową, świetną pracę.. dzięki której będę mógł się zrealizować bardziej niż teraz. A i nauczyć się dużo. Praca częściowo zdalna może być.. w co świetnie wpisuje się fakt, że mam nowego lapka [ niech żyje spadający kurs dolara ;-) ].

Jasne, ze póki co wszystko wydaje się kolorowe i lśniące, bez żadnej skazy.. i pewnie jakieś ryski wyjdą, gdy się do tego wszystkiego realnie zbliżę. Ale faktem jest.. że aktualnie nie oddał bym mojego życia za nic innego :-)


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (3) | Permalink

Pierwsza wypłata..

02:04, 04 listopada 2007 roku

| Notka, Praca, Projekty, Sprzęt

..pójdzie na krzesło do biurka i dwa monitorki ;-)

Patrząc na konto w środę [ tak tak, 31.10 ! ] uświadomiłem sobie, że oto przepracowałem miesiąc :-) Ba, nie dość tego.. oto mieszkam miesiąc w Trójmieście :-) co równa się dwóm tygodniom na “własnych śmieciach”, bo wcześniej mieszkałem u kobiego :-)

Cóż powiedzieć więcej? Mieszka się tu bardzo fajnie. Wszędzie jest blisko, można dojść “z buta” praktycznie wszędzie w obrębie Gdyni. Minusem strasznym są zupełnie nieplanowo odjeżdżające autobusy/trolejbusy oraz brak trasy wypisanej w owych na jakiś tablicach [ normalnie ułatwia to zorientowanie się gdzie wysiąść ;-) ]. Cała kamienica w której wynajmuje pokój jest opanowana przez kulturnych studentów [ + dziadka ;-) ]. Więc imprezy/hałas jest odpowiednio rozłożony :-) jak jest impreza, to jest impreza, ale owa jest raz na jakiś czas. A oprócz tego kulturka. Jak o imprezach mówię to.. jest ich sporo. W pracy “kadra” młoda, pozytywni ludzie, następuje częsta integracja ;-) Poza pracą znajomi na piwko zaproszą, sporo się dzieje. Oprócz tego poza pracą wpadło mi kilka projektów do zrobienia, przez zupełny przypadek – nawiązałem kontakt z pewnym grafikiem.. wysyłając maile gdy szukałem mieszkania :-) Pierwszy projekcik oficjalnie rusza już w poniedziałek.

Mam wreszcie stały net w domku [ pokoju ;-) ], więc pisać będę mógł więcej z tej okazji :-)

Chyba potrzebowałem takiego “rozpoczęcia od zera” co by się zebrać do kupy :-) i zobaczymy co z tej kupy wyjdzie ;-)


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (7) | Permalink