Klawiatura

01:05, 26 listopada 2007 roku

| Notka, Sprzęt

Po przeprowadzce tutaj z całym moim sprzętem, okazało się, ze sprzęt wcale w całości nie jest. Zapomniałem odbiornika do mojej, leciwej już, klawiaturki bezprzewodowej Logitecha. Zestawik ten jest tak stary, że już nie ma go na stronie producenta. A ma z.. 6-7 lat. Swoją drogą, sprzęt ten działał bez zamruknięcia przez te wszystkie lata, i pewnie działa dalej :-)

Ale ja nie o tym. Gdy się zorientowałem, że nie mam klawiatury, poszedłem kupić jakąkolwiek. I to był błąd. Tak naprawdę stojąc przy pułkach w sklepie komputerowym w Batorym [ cóż, jedyny o którym wiedziałem i był pod ręką ;-) ], poszukiwałem klawiaturki której potrzebuje. A wymagania mam dość.. staroświeckie ;-)

Otóż:
1) krótki lewy shift, czyli miedzy shiftem a “z” mieści się jeszcze “\ ”
2) duży enter
3) klasyczne sześć klawiszy [ del, insert, home, end, page up, page down ] dokładnie jedną wysokość klawisza nad strzałkami

Wbrew pozorom, taka klawiatura jest trudna do dostania. Twórcy prześcigają się w wymyślaniu super ergonomicznych itp. rozwiązań ;-) klawiatury kosztują coraz to więcej.. a te klasyczne wymierają.

W końcu, z braku laku, kupiłem klawiaturę tracera, za całe 16zł. Założyłem, że będzie działać i przez jakiś czas jej poużywam, potem kupię coś lepszego, a ta zostanie do serwerka itp. Póki nie używałem jej jakoś dłużej w ciągu dnia to nie było problemu. Ale teraz odczuwam mój błąd ;-) Klawisze wciskają się z oporem. Trzeba je pacać centralnie od góry i do końca żeby zaskoczyły. Nie da się przez to szybko pisać. Backspace jest strasznie oporny. Ona nawet brzmi w paskudny sposób ;-) Dlatego nie radze kupować klawiatury w worku.

A ja, teraz niedługo, zaopatrzę się w nowego Logitecha [ lub takiego ], za całe 50zł ;-) bo okazało się, że mimo, że na stronie Logitecha nie ma takiej której potrzebuje, to w sprzedaży jest :-)

W pracy za to mam klawiaturę płaską, jak w laptopie. Z takim samym typem klawiszy. Bardzo fajnie się na tym pisze, ale odczuwam różnice w ułożeniu klawiszy i często się mylę przy klepaniu. A właściwie nie tyle mylę, co muszę sie bardziej zastanawiać nad trajektorią lotu moich dłoni, żeby błędu nie zrobić. A to jest be, bo odczuwalnie rozprasza ;-)


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (2) | Permalink

neXto i otwieramy.pl

15:02, 24 listopada 2007 roku

| Ciekawe strony

Jak pewnie zauważyliście, na moim blogu są linki do otwieramy.pl, oraz, teraz pojawił się w rogu, link do neXto.pl.

Jest to wielki program partnerski, polegający na drzewkowym sprzedawaniu e-książek[1]. Pomysł mi się spodobał, dlatego założyłem sobie konto, i podaje linki promujące tą akcje w różnych miejscach które odwiedzam. Księgarnia ta tworzona jest przez Michała Jaworskiego, twórce złotych myśli. Złotymi Myślami też się kiedyś interesowałem, ale odrzucił mnie, występujący też tutaj, agresywny marketing, w stylu amerykańskim. Coś, co znamy z telezakupów ;-)

Jestem ciekaw jak to się rozwinie i czy się w Polsce przyjmie. Bo jak na moje, to czas dobry i pomysł dobry.. i realizacja też dobra. Tylko, czy damy się nabrać na kupno Super Multi Miksera? ;-)

[1] powinienem był napisać iKsiążek, bo era “e-” wszystkiego chyba się już kończy ;-)


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (0) | Permalink

System informatyczny METRO Group

14:34, 16 listopada 2007 roku

| Notka

Tutaj pisałem o kupowaniu drukarki w Saturnie i ich systemie komputerowym. Okazuje się, że sami pisali sobie ten systemik na własne potrzeby. Ewentualnie rebrandowali czyjś soft :-)

Więcej tutaj i tutaj.


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (0) | Permalink

Drukarka z Saturna? Nie dla idiotów!

03:27, 14 listopada 2007 roku

| Notka, Sprzęt

Tak tak :-) Jeszcze nigdy nie miałem drukarki. Ale [ już ] wczoraj się to zmieniło. Choć.. nie było to proste ;-)

Stwierdziłem, że kupię sobie drukarko-skanero-kopiarkę, jako, że wszystkich tych urządzeń mi brakowało, więc pół godzinki z, przysługującej mi, 40 minutowej przerwy w czasie pracy ;-), poświęciłem na guglanie za urządzeniem które zaspokoi moje niepohamowane żądze. W końcu trafiłem na polskie forum, na którym był link do czeskich testów (sic!). Po dalszym guglaniu, stwierdziłem, że interesuje mnie coś w rodzaju HP F4180. Zacząłem się zastanawiać gdzie się udać.. i trafiło na GalBał[1] i tamtejszego Saturna[2] ;-) Zadryndałem, zapytałem się grzecznie, czy jest na stanie. Okazało się, że jest. Poprosiłem ładnie, żeby mi odłożyli – odłożyli. Okazało się nawet, że przepłacam tylko 82zł ;-) Cóż, płacę za to, że mam ją dzisiaj. No, ale to by było za proste, prawda? ;-)

Wyszedłem z pracy o 19:20, pojechałem do GalBał’a SKMką [ takie tutejsze metro ;-) ]. W międzyczasie zaczął padać śnieg. Przypomniałem sobie, że zapomniałem przelać pieniędzy z jednego konta na drugie. Ale stwierdziłem, ze w GalBał’e będzie jakiś dostęp do neta.. nie powiem, że nie ma.. ale, mi się nie udało znaleźć. Nawet TPsa nie okazała się wybawieniem, bo ich komputer nie posiadał internetu, mimo, że bardzo się starał. A miłe Panie stwierdziły, że on już tak ma, cóż – komputer też człowiek. Dodatkowo okazało się, że moja komórka zjadła prawie całą baterie.

Dotarłem do Saturna, stwierdziłem, że skoro chce im zostawić pieniądze, to pewnie dadzą mi skorzystać z neta ;-) poszedłem do jednego z kolesi w niebieskich koszulach i zagadałem.. stwierdził, że oni to nie mają internetu na swoich stanowiskach. Jakoś nie chciało mi się w to wierzyć.. i słusznie, bo dwa stoiska obok internet był ;-) Niestety nigdzie opodal nie było kolesia który mówił mi, że internetu nie ma – a bardzo chciałem przesłać mu wymowne spojrzenie. Ale! Ja już zdążyłem zrobić w międzyczasie przelew z konta na konto przez umierający telefon[3]. Nieposkromiony przeciwnościami losu [ i moim zagapieniem ;-) ] udałem się do stoiska z drukarkami. Zagadałem kolejnego kolesia, on sprawdził i rzeczywiście drukarka jest. Ale ostatnia. I ta ostatnia, to ta która jest na wystawie. Wzdech. Kierując się zasadą “macanego nie biorę”, oraz faktem, że przyjechałem tam po drukarkę i bez niej nie wyjdę ;-) udałem się na poszukiwania. Znalazłem innego HPka, ale też był ostatni. W końcu zawiesiłem wzrok na HP C5280. Okazało się, że w zapasie jest jeszcze jeden. Po 10 minutowych poszukiwaniach, razem z pewnym jegomościem, pośród półek – jegomość wpadł na pomysł, który zdążyłem zasugerować jakieś cztery razy wcześniej, że może jest w magazynie! Po kolejnych 10 minutach okazało się, że.. jest! Moja radość była prawie niepohamowana, ale to dobrze, bo inaczej rzucił bym się na tego biednego człowieka ;-) Zabrałem jeszcze ryzę papieru i udałem się w stronę kas, z wypisanym “zleceniem” na drukarkę i papier właśnie.

Przy kasie poszło gładko, karta, “zlecenie”, rachunek. Udałem się po fakturę. W końcu w tym miesiącu płacimy zadatek na dochodowy za grudzień, więc trzeba dużo wydać i nic nie zarobić ;-) Dałem Paniusi “zlecenie” z dzielnie majtającym się przy nim paragonem. Paniusia wklepała numerek, zjadając przy tym jedna cyfrę. Powiedziałem, że nie kupiłem tego telewizora tylko drukarkę ;-) i Paniusia wklepała, tym razem poprawny, numer zlecenia: drukarka i ryza papieru, yeah. Pacnęła “magiczne” F3, wpisała moje dane. Ja dane sprawdziłem i happy wyjątkowo powiedziałem Pani, ze może drukować. Ona wcisnęła drukuj.. świat na chwile zatrzymał się w miejscu. Program do obsługi sklepu zatrzymał się na 3 minuty. Paniusia w tym czasie zdążyła wyrazić swą nadzieję, że dane które wpisała nie przepadły. W końcu była już 20:40, za 20 minut zamykali. Program się wywalił i wyłączył w końcu. “Super” pomyślałem. Paniusia zalogowała się ponownie. Po danych które wprowadzała ani widu ani słychu. Nastąpiła ponowna walka z numerem zlecenia.. Pani nacisnęła magiczny przycisk.. ale teraz moc była za słaba. Natomiast ja już wiedziałem, że dane które Paniusia wklepała wcześniej nie przepadły. Na ekranie pojawiło się “dokument jest w trakcie edycji”. Stwierdziłem, że może tutaj jest jakieś okno p.t. “aktualnie edytowane”, nie było. “LOL” pomyślałem, “ojej”, powiedziała Paniusia. Ale ani mi, ani jej nie było do śmiechu. Paniusia uporczywie pacała F3, pewnie kierując się zasadami mechaniki.. w końcu czasem samochód zaskoczy za ósmym razem ;-) Niestety [ stety :-P ] informatyka tak nie działa. Przewróciło się, to leży. Myślę sobie “Kto to pisał?” na zadane pytane Paniusia nie była w stanie mi odpowiedzieć. Google przepytam jutro ;-) Druga Paniusia, która obserwowała całe zdarzenie, do tej pory w milczeniu, wreszcie się odezwała “Pewnie Pana gdzieś edytują” powiedziała, załamałem się w duchu. Pierwsza chwyciła za telefon i dzwoni na dział komputery. Mówię, że zlecenie nie było wystawiane tam, tylko w tym dziale co to widać stąd napis “INFO”, ale zostałem olany. Paniusia właśnie dowiedziała się, od kolesia z działu komputery, że to nie oni wystawiali.. wow, byłem w szoku. Ale szok po chwili ustąpił ponownemu załamaniu – Paniusia poprosiła kolesia żeby przyszedł. No to ów zjawił się dość szybko, Paniusia zaczyna mu nawijać co się stało, koleś stwierdził “Ale to nie ja wystawiałem” i zdaje się, że wreszcie do Paniusi ten fakt dotarł “Aha” powiedziała, dodając po chwili “ale ja myślałam, że się może znasz, w końcu pracujesz w komputerach” – cóż “informatyk” to pojęcie dość ogólne ;-) Nagle, nie wiadomo skąd, pojawiła sie druga Paniusia i znów zaczęła forsować swoją teorię o tym, że mnie gdzieś edytują. Z wewnętrznego rozbawienia i dobicia nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem, po czym powiedziałem grzecznie, że “Nigdzie mnie nie edytują. Wasz system myśli, ze Pani edytuje dalej to zlecenie. A wynika to pewnie z tego, że wasz super-hiper system nie obsługuje transakcji, wyjątków, albo tego i tego” wreszcie nastąpiła chwila ciszy, po czym dłuższa chwila konsternacji. Druga Paniusia zniknęła równie niepostrzeżenie jak się pojawiła, a pierwsza stwierdziła “To ja nie mogę Panu wystawić faktury”, ałć. Odpowiedziałem najmilej jak potrafiłem, że “Mnie to nie obchodzi. Faktura mi się należy. Nie z mojej winy wasz system nie działa. Również nie z Pani winy. Ale fakturę mam mieć. Pani tu pracuje, Pani się zna, niech mi Pani powie, co ja mam zrobić żeby ową otrzymać”. Ponowna konsternacja. “No dobra. Czy jest tu jakiś awaryjny administrator tego systemu pod ręką?” na co Paniusia, widząc światełko w tunelu

- “Nooo… teraz nie ma, ale będzie jutro. Proszę przyjść koło 12″. Tia.

- “O 12 to ja w pracy jestem, o której po 16 mogę być?”

- “Jak najszybciej! Ja nie wiem o której on przyjdzie i do której będzie”

- “A jakiś numer telefonu tutaj dostanę?” dostałem.

Pominąłem milczeniem godziny pracy “awaryjnego admina pod ręką” ;-) W sumie, mogłem oddać ten sprzęt i wziąć go z powrotem znów. Chociaż pewnie nie mógł bym go zwrócić, bo byłbym edytowany ;-)

Kwestie wracania w śniegu i odmrażania sobie palców idąc do domku pod górkę[4] pominę. I koniec końców przepłaciłem tylko 62zł zamiast 82zł ;-)

Update: Byłem wczoraj w Saturnie i już mnie nigdzie nie edytowali ;-) więc fakturkę mam.

[1] Nowo odkryty minus Tricity, “GalBał” tudzież “GalBal” nie brzmi tak fajnie jak “GalMok” ;-)

[2] Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale Saturn i MediaMarkt mają wspólnego właściciela. Nawet stronę obu robiła ta sama firma :-) Szerzej tutaj.

[3] Który jednak nie umarł :-)

[4] Jeszcze tego nie pisałem, ale o współczynniku “podgórkowatości” mojej drogi do domu świadczy fakt, że w dół idę minut 7, a w górę 10.


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (10) | Permalink

Pierwsza wypłata..

02:04, 04 listopada 2007 roku

| Notka, Praca, Projekty, Sprzęt

..pójdzie na krzesło do biurka i dwa monitorki ;-)

Patrząc na konto w środę [ tak tak, 31.10 ! ] uświadomiłem sobie, że oto przepracowałem miesiąc :-) Ba, nie dość tego.. oto mieszkam miesiąc w Trójmieście :-) co równa się dwóm tygodniom na “własnych śmieciach”, bo wcześniej mieszkałem u kobiego :-)

Cóż powiedzieć więcej? Mieszka się tu bardzo fajnie. Wszędzie jest blisko, można dojść “z buta” praktycznie wszędzie w obrębie Gdyni. Minusem strasznym są zupełnie nieplanowo odjeżdżające autobusy/trolejbusy oraz brak trasy wypisanej w owych na jakiś tablicach [ normalnie ułatwia to zorientowanie się gdzie wysiąść ;-) ]. Cała kamienica w której wynajmuje pokój jest opanowana przez kulturnych studentów [ + dziadka ;-) ]. Więc imprezy/hałas jest odpowiednio rozłożony :-) jak jest impreza, to jest impreza, ale owa jest raz na jakiś czas. A oprócz tego kulturka. Jak o imprezach mówię to.. jest ich sporo. W pracy “kadra” młoda, pozytywni ludzie, następuje częsta integracja ;-) Poza pracą znajomi na piwko zaproszą, sporo się dzieje. Oprócz tego poza pracą wpadło mi kilka projektów do zrobienia, przez zupełny przypadek – nawiązałem kontakt z pewnym grafikiem.. wysyłając maile gdy szukałem mieszkania :-) Pierwszy projekcik oficjalnie rusza już w poniedziałek.

Mam wreszcie stały net w domku [ pokoju ;-) ], więc pisać będę mógł więcej z tej okazji :-)

Chyba potrzebowałem takiego “rozpoczęcia od zera” co by się zebrać do kupy :-) i zobaczymy co z tej kupy wyjdzie ;-)


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (7) | Permalink