“Mafia 2″ – kolejne GTA czy kontynuacja dzieła?

08:19, 28 sierpnia 2010 roku

| Gry, Opinie

Bałem się, że druga część Mafii pójdzie w stronę GTA. Nie mam nic przeciwko GTA, ale jakoś lata 20-60 ubiegłego wieku nie pasują mi do klimatu mafijnego.

Na szczęście Mafia została Mafią. Czesi zrobili grę w swoim stylu, bez dużych narzutów z zewnątrz ( inni to mają, to my też musimy mieć ). Nie ma achivementów – można sobie za to odblokować grafikę z gry ( artworki ). Zbiera się też plakaty poszukiwanych ( Wanted ).. oraz Playmates z Playboyów z lat w których toczy się gra ( 1941-1953 ).

Tak, ta gra jest dla pełnoletnich – Playmates są bez cenzury. Język którym posługują się bohaterowie jest brutalny, przerywniki filmowe są brutalne a krew leje się litrami – brutalnie. Przerywniki wydają się prerenderowane, ale wg zapewnień 2k Czech wstawki są renderowane na bieżąco silnikiem gry.

Muzyka – niesamowicie olbrzymi plus za licencjonowanie utworów z tamtych czasów. W radiu można usłyszeć całą masę kawałków od jazzu po rock’n'roll, a nawet wstawki o wyzwoleniu Polski spod okupacji niemieckiej przez Rosjan ;-) Wiele z naszych działań w grze wspominanych jest w radiu – “we break our regular program for this special announcement!”.

Grafika jest poprawna. Nie ma olbrzymich wodotrysków. Ale ogląda się przyjemnie. No i nie kosi komputera nawet na max detalach, co jest plusem gdy ma się kompa sprzed dwóch lat ( jak ten czas szybko leci ). Nawet przy dużej naparzance, serii wybuchów czy masie ludzików do pozabijania – gra się dobrze (a sprzęt mój ma 4Gb RAMu, CoreQuad 2,67GHz i GTX 260 ). Wygląda na to, że Czesi zrobili sprawny silniczek.

Czuć natomiast, że gra jest konsolowa. Kontrola czułości myszy składa się z ustawienia od “low” do “high” a przeskoki między nimi są zdecydowanie za duże. Ale to już chyba będzie odwieczny ból PCtów.

Nawet na dużym poziomie trudności przeciwnicy dają nam sporo czasu na załatwienie ich – więc gra się łatwo jak się ma duży refleks. AI przeciwników jest dobrze napisane. Potrafią organizować się w grupy i zachodzić z flanki. Ale aktualnie to chyba standard.

Ciekawy jest system liczenia hitpointów. Jest “ssanie kciuka” – czyli jak sobie poczekamy trochę, to hpki się zregenerują. Natomiast nigdy nie jest to maksymalna ich wartość – do maksimum możemy doprowadzić poprzez jedzenie i picie.

W samochodach kończy się paliwo które można uzupełniać na stacjach benzynowych. Możemy też kupować ciuchy – a zmiana wizerunku jest potrzebna, gdy policja zna nasze twarze. To samo tyczy się samochodów – można zmieniać ich kolor, zmieniać tablice rejestracyjne, felgi z oponami i robić tuning. Nasz garaż może pomieścić maksymalnie 10 samochodów. Natomiast poprzez zbyt krótką rozgrywkę nie ma dość wolnego czasu żeby przyzwyczaić się do samochodu i dbać o niego. Tak więc opcji z tablicami użyłem łącznie.. ee.. raz. O wiele częściej zmieniałem ciuchy – których dla odmiany nie ma za dużo do wyboru, a przebierać się trzeba.

Samych samochodów jest sporo – koło 50. Oczywiście mamy carcyclopedie w grze, która z czasem uzupełnia się o nowe pojazdy. Jeździ się nimi ciekawie ( można się przełączyć na tryb symulacji ), chociaż czasem jakby miało się stały poślizg. Pościgi są przyjemne, AI przeciwników jest fajowe – czasem trudno komuś uciec czy go dogonić.  Ten kawałek dopracowany jest bardzo dobrze. Szkoda, że nie wykorzystywany zbyt często.

Broni mamy sporo. Okres II wojny światowej to wykwit nowych elementów uzbrojenia – siłą rzeczy ;-) . Samego Thompsona ( Tommy Guna ) jest kilka rodzajów. I znów brak tu nowych rozwiązań – nasz bohater bez problemu targa ze sobą kilka pistoletów, kilka karabinów, shotguna, koktajle mołotowa, granaty, pistolety maszynowe.. płaszcze w tamtych czasach były bardzo pojemne.

Fabuła. Cóż, jak wspomniałem wcześniej gra jest krótka - można ją przejść w ciągu 10h. Wszystko zdaje się być o wiele za szybkie, a przez to naciągane. Czasem brak jest ostrzeżeń czy pokazania przyczyny danego wydarzenia. Materiał, fabuła, scenariusz – ma się wrażenie, że cała historia została pocięta na kawałeczki i poskładana tak, żeby zmieścić się na jednej płycie.. lub wg jakiś założeń “ile ma trwać gra”.. lub jeszcze innego wyznacznika oderwanego od rzeczywistości. Szkoda, ale to chyba też jest coś do czego trzeba się w grach tego typu przyzwyczaić. Nawet taki hit jak Crisis był do przejścia za jednym posiedzeniem.

Rozgrywkę zaczynamy od samego dołu i pniemy się w górę. Ciekawy jest tutorial – pierwsza rozgrywka – ale to zostawię do odkrycia samemu. Generalnie.. są intrygi, są romanse, są kłopoty i zwroty akcji. Naprawdę, gra mogła by być dłuższa i pociągnąć dłużej chociaż kilka wątków – bo mają niezły potencjał. Oprócz tego gra jest filmem. Z każdej sytuacji jest tylko jedno wyjście, jest jeden wątek fabularny, nie ma decyzji. Brakuje też trybu freeride. Po mieście można sobie pojeździć tylko podczas wypełniania misji lub między nimi.

Jest strasznie dużo zapożyczeń z filmów. Smaczków z Goodfellas. Ojca chrzestnego – właściwie każdej jego części. Np. sprzedaż szwindlowanych papierosów z przyczepy ciężarówki.

Tak właściwie niedługo przed graniem w Mafię II zrobiłem sobie wprowadzenie w nastrój poprzez oglądanie klasyków kina mafijnego oraz zjadłem spaghetti ( tak, trzeba się czasem poświęcić ;-) ). Ale chyba te podchody nie były potrzebne – bo mimo krótkiej rozgrywki i mało skomplikowanej fabuły, gra się dynamicznie i bardzo przyjemnie. A gra zostawia dobre wrażenie – choć krótkie.. ;-)


Napisane przez Zenobius | View Comments | Permalink

Sci-Fi z lat 50-70 ubiegłego wieku

20:08, 04 grudnia 2008 roku

| Notka, Opinie, SciFi 50-70

W ostatni weekend na TCM odbywał się “Weekend z SciF”. I jak to na TCM – leciały filmy z lat 50-70. Te lata były bardzo ciekawe pod względem tego rodzaju filmów. Była to epoka kiedy “cybernetyka” (słowo informatyka w Polsce zostało zaproponowane w 1968 rok, wcześniej używano terminu “cybernetyka“) dopiero zaczynała się rozwijać (pierwszy komputer klasy PC “dla ludzi” powstał w roku 1981 i był to IBM-PC oraz Apple Macintosh w 1984. Sam miałem, od 1986 roku komputer IBM PC AT, z 12MHz z Turbo, 8MHz bez, 648kb RAMu i 20Mb dysk), natomiast było wiadomo już dokąd będzie zmierzać.

Ludzie zastanawiali się wtedy, zafascynowani tą technologią, co będzie gdy stworzymy inteligentne komputery. Co zrobią nam roboty, androidy, cyborgi? Nie tylko fizycznie, ale i psychicznie czy moralnie. W końcu, czy będzie można zrobić niewolników z istot zakutych w stalowy pancerz? Czy istota stworzona przez nas inaczej niż przez.. no.. naturalny sposób ;-) jest gorsza od człowieka? Co zrobić z myślącą maszyną? I co ważniejsze.. co ona może zrobić z nami? Nad tym samym zastanawiamy się dziś, ale jednak, wtedy była to zupełna fantastyka. Technologia nie była znana, więc w głowach ludzi (w tym, na nasze szczęście scenarzystów i reżyserów) powstawały pomysły nie z tej ziemi.

A propos “nie z tej ziemi” drugą rzeczą inspirującą ludzi był “wyścig zbrojeń” kosmicznych – kto pierwszy poleci w kosmos, kto wyląduje na księżycu itd. (pierwszy człowiek w kosmosie, Jurij Gagarin znalazł się tam 12 kwietnia 1961 roku).

Ludzie bali się wszechświata, bali się obcych cywilizacji które mogą go zamieszkiwać. Skoro jest tyle planet to czy tylko na naszej rozwinęło się inteligentne życie?

Wszystko to było motorem do tworzenia filmów SciFi. Większość z nich jest dość naiwna (dla nas, dzisiaj), ale przekazuje dużo wiedzy o tym, co myśleli ludzie w tamtych czasach. Do tego, zazwyczaj, fabuła jest zaskakująca, a roztrząsane problemy moralne są ciekawe i trudne. Są abstrakcyjne, ale trzeba się kiedyś nad nimi zastanowić.

Nie chce tu pisać o klasycznych filmach które wszyscy znają. Oczywiście nie ujmuje tu nic filmom takim jak “Odyseja Kosmiczna 2001″ czy “Łowca Androidów”, bo są to naprawdę genialne dzieła. Ale wole popisać o filmach takich jak…

OSTRZEGAM ŻE PONIŻEJ ZNAJDUJĄ SIĘ OPISY CZĘŚCI FABUŁY!

“The day that earth stood still” (1951)

Niedługo trafi do kin nowa wersja tego filmu (kolejna przeróbka, po “I am legend” które jest remakiem filmu “Omega Men”) . W oryginale opowiada on o kosmicie (Klaatu) i robocie (Gort) który mu towarzyszy. Przylecieli oni na Ziemię w środku Zimnej Wojny i oczywiście wylądowali w USA. Klaatu chce się spotkać z przywódcą Ziemi, ale okazuje się, że ludzie są podzieleni na państwa i są ze sobą skłóceni (zimna wojna). Na dodatek, podczas wychodzenia ze swojego statku, Klaatu zostaje postrzelony przez żołnierza. Na szczęście jego ciało jest ludzkie a rana nie jest poważna – więc trafia on do szpitala.. z którego ucieka, by poznać życie na ziemi.

Mamy więc obcą rasę, mamy robota. Jest groźba anihilacji ziemi, gdyż Gort należy do rasy super robotów, stworzonych przez obce cywilizacje, które mają strzec pokoju w całym wszechświecie – niszcząc wszystko co temu zagraża. Robot nic nie mówi, jest humanoidalny, cały srebrny i oczywiście niezniszczalny. Stoi i pilnuje statku którym przyleciał razem z Klaatu. Kosmita natomiast przez pewien czas mieszka z kilkorgiem ludzi w wynajętym pokoju w kamienicy, gdzie rozmawia z nimi przy wspólnym śniadaniu. Dzięki tej prostej zagrywce fabularnej możemy poznać zdanie kilkorga kluczowych w tamtych czasach stereotypowych amerykanów. Wywiązują się rozmowy o kosmicie, statku kosmicznym i robocie. Omawiany jest możliwy cel ich wizyty, to co mogą nam zrobić i co my mamy zrobić w obliczu takiej sytuacji. W tym miejscu pokazane jest czego wtedy bali się ludzie.

Film polecam, bo jest świetnym polączeniem doskonałej gry aktorska i dopracowanej fabuły. Może pod koniec wydać się dość naiwny, ale to naprawdę kawał świetnego filmu :-)

“Soylent Green” (1973)

Film futurystyczny. Opowiada o dalekiej (jak na tamte czasu, bo o roku 2022) przyszłości, w której ludzie wyczerpią już ziemskie dobra i zasoby naturalne. Tytułowa “Zielona Pożywka” to jeden z dostępnych syntetycznych produktów “jedzenio-podobnych” sprzedawanych ludziom przez korporacje Soylent Co. Dostępne są jeszcze Soylent Yellow i Soylent Red – reklamowane w filmie jako “wysoko energetyczne koncentraty warzywne”. “Green” to wysoko energetyczny plankton. Niestety nawet takiej papki na wyniszczonej ziemi jest za mało, dlatego jest porcjowany i nie zawsze dostępny, a jego brak prowadzi do zamieszek. Nie trzeba chyba wspominać o tym, że prawdziwe mięso, warzywa czy owoce to towar z najwyższej półki na który mało kto może sobie pozwolić.

Główny bohater, Robert Thorn (w tamtych czasach bohaterowie też musieli mieć “potężne” nazwiska ;-) ), jest detektywem w Nowojorskiej Policji. Mieszka w zdezelowanym, starym mieszkaniu razem ze swoim partnerem Solem – który pamięta jeszcze czasy, w których jedzenie było normalnie dostępne a ziemia była zielona (na takich ludzi mówi się tam “ksiązki”). Jest on emerytowanym profesorem i pomaga Thornowi w jego śledztwach poprzez szukanie informacji w różnych nagraniach czy gazetach (podczas kręcenia filmu, aktor który grał Sola – Edward G. Robinson – był już tak głuchy, że słyszał jedynie kiedy mówiło się prosto w jego ucho. Dlatego w niektórych scenach musiał kontrolować czas – kiedy zacząć mówić. Nie słyszał też kiedy reżyser mówił “cięcie” i często grał dalej. Zmarł on 9 dni po zakończeniu zdjęć do filmu).

W filmie Thorn przydzielony jest do sprawy morderstwa bogatego człowieka, który mieszka ze swoim “meblem” – jak nazywane są tam prostytutki (bo są częścią mieszkania, a klient może je wymienić tak jak kupuje się nowe krzesło) w apartamentowcu i dysponuje alkoholem, mydłem, jedzeniem i książkami (jednym słowem – bogacz). Thorn oczywiście zabiera ze sobą ile może i wraca do własnej ciasnej klitki. Nie wie o tym, że jedna z książek którą dał Solowi to raport z Soylent Corporation, a zamordowany człowiek zasiadał w jej radzie nadzorczej.

Czemu zginał? Tego trzeba dowiedzieć się samemu.

Co do filmu, to religia zostaje “przetworzona” i pozwala na popełnienie samobójstwa (zwanego jako “going home” – powrót do domu). Zamiast duchownego rozmawia się z automatem. Wielkie korporacje rządzą światem. Pokazany jest dramat przeludnienia i co może się stać gdy zabraknie jedzenia. Jak ludzie mogą zniszczyć ziemie. W dwóch scenach bohaterowie płaczą, gdy widzą kawałek normalnego prawdziwego mięsa lub świat taki, jakim był przed ludźmi. A cała fabuła okazuje się wielkim problemem moralnym i pogwałceniem podstawowych ludzkich zasad. A wszystko kręci się w okół tytułowej.. zielonej pożywki.

“Forbidden Planet” (1956)

Przyszłość, odległa planeta. Statek kosmiczny zostaje wysłany by zbadać powód przerwania komunikacji z planetą skolonizowaną przez naukowców. Okazuje się, że przy życiu pozostało tylko dwoje ludzi Dr. Morbius i jego córka Altaira, robot Robby oraz dziwne energetyczne stwory.

Film ten pokazuje strach przed obcymi cywilizacjami, oraz jaki wpływ na nas może mieć za dużo władzy. Pokazuje też strach przez rozwiniętymi cywilizacjami. Co sprawiło, że w ciągu jednej tylko nocy, cała rasa super inteligentnych istot po prostu zniknęła z powierzchni planety?

Do tego gra tam Leslie Nielsen – gdy jeszcze grał poważne role (chociaż sam film jest miejscami zabawny). No i Robot Robby jest klasykiem wśród robotów. Prawdziwe dzieło z lat 50, RoboBrain w Fallout 3 jest zbudowany na jego podstawie (chociaż wg mnie wersja Falloutowska ma o wiele mniej wdzięku ;-) )

To były 3 filmy które zapadły mi w pamięć z tej serii, ale jest ich o wiele więcej. Gdy najdzie mnie filmowy humor, to opisze jeszcze kilka.

Filmy te naprawdę warto zobaczyć. Nie są spłycone przez efekty specjalne, aktorzy naprawdę trudzą się żeby odegrać swoje role jak najlepiej, nie ma komputerów które mogą im “pomóc” (przesuwając środek cięzkości przekazu z gry aktorskiej i fabuły na.. efekty specjalne – ale o tym w innej notce). Co do samych efektów specjalnych to są zadziwiająco dobre – a jednocześnie nie przytłaczające. Są po to, żeby pokazać fabułe, a nie po to, żeby pokazać kto ma większy program do robienia grafiki. No i właśnie sama fabuła (dopracowana i często bez znanych nam dzisiaj z filmów “wygodnych zbiegów okoliczności”) i roztrząsane w tych filmach problemy są jak najbardziej na czasie. Polecam!

Filmy można znaleźć na DVD w bardzo niskich cenach :-)


Napisane przez Zenobius | View Comments | Permalink