Pasta kanapkowa z tuńczyka, jajek i “sekretnego składnika”

17:35, 23 marca 2011 roku

| Jedzonko, Notka

Jako, że gotowanie mnie relaksuje, postanowiłem dziś coś upichcić. A jako, że dawno tu nic nie pisałem o jedzeniu, to postanowiłem mój przepis tu umieścić.

W mojej lodówce, od dobrych dwóch miesięcy, zalegał tuńczyk w puszcze. Postanowiłem go w końcu wykorzystać.

Poszedłem na początku drogą dość klasyczną. Jajka na twardo, chudy jogurt, odsączony tuńczyk w sosie własnym z puszki, trochę soli, więcej pieprzu, majeranek, tymianek. Ale, przy wyciąganiu przypraw, spostrzegłem pudełko orzechów włoskich i zacząłem je podjadać.  W końcu smaki się spotkały – słodkawy orzech, słony tuńczyk.. i stwierdziłem, że smak jest świetny.

Wrzuciłem zatem dwie garści orzechów włoskich do moździerza i wygniotłem – dzięki czemu cześć z orzechów była w większych kawałkach, cześć sproszkowana. Jajka podziabałem widelcem – więc też były tam większe i mniejsze kawałki. Zamieszałem, spróbowałem, ale jeszcze czegoś mi brakowało – dodałem ostrej i słodkiej papryki, szczypiorku i pietruszki.

Może moje kubki smakowe są dziwne, może po prostu miałem smaka na te składniki, a może to po prostu jest świetne połączenie – mi smakuje wprost nieziemsko. Wrzucone na ciemną bagietkę po prostu miażdży moje podniebienie, a kubki smakowe reagują orgazmicznie.

Fotki będą później (chyba, że domownicy wpałaszują ;-) ).

A teraz składniki: dwie puszki tuńczyka w sosie własnym, jeden (150g) chudy jogurt, trzy jajka – na twardo, dwie garści orzechów włoskich, szczypiorek, pietruszka, czerwona papryka, tymianek, majeranek, pieprz,  odrobina soli.


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (0) | Permalink

Brukselkowo-brokulowo-fasolkowo-szpinakowo-groszkowa zupa krem z mini klopsikami, grzankami i serem – mniam.

09:40, 07 września 2010 roku

| Jedzonko

Dziś jedzeniowo.

Chodziła ostatnio za mną zielona zupa krem, więc postanowiłem takową wczoraj zrobić. Jak zwykle wyszło mi na pułk wojska – czyli lunch przez najbliższe trzy dni mam załatwiony ;-)

Składniki na zupę: brukselka, brokuły, fasolka szparagowa, groszek, szpinak ( czyli generalnie wszystko co zielone i co kto lubi – najlepiej świeże, ale fasolkę na ten przykład kupiłem mrożoną ), czosnek, grzanki, ser który dobrze się topi. Do tego bulion rosołowy, jako, że na czymś zupę trzeba oprzeć – ja zrobiłem sobie rosół na indyku, ale każdy sobie zrobić może na czym chce :-)

Bulion powinien być mocno esencjonalny. Szczególnie, że powyższe zielone warzywa są dość słodkie. Trzeba to wziąć pod uwagę podczas dobierania przypraw.

Zupę robi się prosto – wrzuca się wszystko co zielone do garnka, zalewa się bulionem i powoli gotuje często mieszając. Można tez zielone ugotować na parze, co by sobie witaminki nie poszły za bardzo. Z bulionem przesadzić nie można bo będzie za rzadko. Gdy wszystko się ładnie ugotuje bierze się blender, lub mikser z ostrzami i długo i namiętnie młóci się zupę tak, aby nie było drobinek – no, żeby kremowa była ;-)

Składniki na klopsiki: mięso mielone ( tak z 500g ), jedno jajko, parę łyżek tartej bułki, oliwa z oliwek, cebula.

Klopsiki to osobna historia. Cebulę trzeba drobniutko posiekać, zeszklić na oliwie z oliwek na patelni. Wrzucić mięso do miski, dorzucić cebulkę, jajko, dwie łyżki bułki tartej, przyprawy do smaku i mieszać. Potem uformować z tej masy kulki. Najlepiej wielkości jednego kęsa. Tak, żeby wygodniej było. Wrzucić je na patelnie i podsmażyć z każdej strony. No, jako, że to kulki, to trochę potrwać może ;-)

Gorącą zupę wlewa się do talerza, miski, kubka czy czego się tam chce. Do takiej porcji garść klopsików, garść grzanek, garść sera i można spożywać. W taką pogodę gorąca zawiesista zupa dobrze syci i mocno grzeje.

Smacznego :-)


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (3) | Permalink

Jedzonko urodzinowe

22:27, 18 grudnia 2007 roku

| Jedzonko, Notka

W urodzinki moje zakupiłem sobie mięsko mielone. W sumie dzień ten był niezbyt udany i lekko dołujący, z przejściowymi melancholiami ;-) ale został opanowany w miarę wieczorkiem.

Wieczorem bowiem przyszła do mnie szatka z.. niszczarką do dokumentów ;-) a ja pichciłem sobie jedzonko właśnie. Najpierw słowo wstępu: od zarania moich dziejów w Tricity stwierdziłem, że będę sobie gotował jedzonko raz na parę dni, przechowywał w lodówce i odgrzewał. Co by nie gotować codziennie, a jednocześnie nie kupować jedzonka gdzieś – bo to nieekonomiczne i niekoniecznie smaczne. Dodatkowo jedzonko musi być.. i być dobre, nie jakaś tam studencka jajecznica ;-) p.t. “wstaje rano, otwieram lodówkę, drapie sie po jajkach, zamykam lodówkę”. Kilka dni przed urodzinami zapragnąłem gulaszu, ale w końcu skończyłem z mięskiem wieprzowym  w sosie [ kupnym ] meksykańskim, plus pomidorki, czosnek, cebula, trochę przypraw a wsio z kuskusem. Następnie wyjadłem z tego mięso z warzywami i został sos ;-)

Tego dnia wziąłem mięso mielone wieprzowe, popieprzyłem, posoliłem, sprószyłem bazylią i oregano.. poddusiłem z cebulką i jakąś tam częścią sosu. Ugotowałem makaron spaghetti. Do mięska dorzuciłem sos który mi został, dwa ząbki czosnku, trochę cebuli i wyszło mega-pycha ;-)

Danie zaleca się spożywać z miłą osobą z garnka stojącego na stołku między dwoma krzesłami ;-)


Napisane przez Zenobius | Komentarzy (2) | Permalink